Bicie, plucie i inne miłosne wyznania

Kawa z koleżanką. Pogrążona w rozmowie nie od razu rejestruję uczucie rytmicznego uderzania w przedramię; gdy w końcu zerkam w bok, widzę rozwścieczoną trzylatkę z piorunującym wzrokiem, okładającą mnie konsekwentnie.

Rodzinne popołudnie, gramy w grę planszową. Zabawa w pełni, emocje również – ze zdziwieniem przyjmuję więc fakt, gdy jedno z dzieci, nie uczestniczących w grze, nagle podchodzi i szczypie mnie w policzek.

Impreza ze znajomymi; gramy na gitarach i śpiewamy w najlepsze. Jedno z dzieci (moich) staje przede mną, wyzywająco wystawia język, po czym pluje w moim kierunku.

Rozważałam trochę, czy pisać na ten temat. Dziecko mnie bije – nie ma się czym chwalić, a dla niektórych pewnie przytoczone sytuacje to woda na młyn pn. “tak się kończy niestawianie granic”. I tym podobne.
A niech to, raz się żyje, a pewnie zaraz w komentarzach sypniecie lawiną przykładów z własnego życia. Nie jestem odosobniona.

Jak żyć w takich momentach? Tylko spokój nas uratuje, całkiem poważnie.
Po pierwsze dlatego, że dzieci często nie wiedzą nawet, co czynią. Trzylatek, który pluje na rodzica, nie ma nawet połowy świadomości, czego się dopuścił. Jakie znaczenie niesie ze sobą ten gest. To my przypisujemy mu znaczenie ze świata dorosłych (no, i starszych dzieci). A mniejsze dziecko nie ma bladego pojęcia, czemu się tak unosimy. Przynajmniej za pierwszym razem.

No to jak, mam pozwolić na opluwanie mnie? Ależ skąd! Przyznacie jednak, że pomiędzy przyzwalaniem na opluwanie a rozdzieraniem szat nad nieszczęsnym dzieckiem jest jeszcze parę innych możliwości.

Na przykład rozładowanie emocji. To drugi argument za zachowaniem spokoju, trudno bowiem, żeby ślepy wiódł kulawego. Ktoś w tej parze musi się opanować pierwszy i pomóc się opanować drugiemu.
Mimo wszystko dorosły ma większe na to szanse. Jak rozładować? Tradycyjnie najskuteczniejszym sposobem jest przytulenie, o ile dziecko chce. U nas aktualnie sprawdza się bujanie w ramionach, na tzw. “dzidziusia”. Odpędza najczarniejsze chmury, choć trochę opornie bywa na początku. Koniec końców są buziaki, tulenie i zapewnienia o dozgonnej miłości.

Zatem rozładowanie emocji – chętnie w parze ze znalezieniem źródła tego zachowania. Pluje raczej nie ze szczęścia, choć i to możliwe. Wkurzyło się? Jest znudzone? Próbuje zwrócić na siebie uwagę?
Ok, to mamy jakieś światełko. Pozostaje tylko kwestia pokazania mu, że swoje niezadowolenie może okazać w inny sposób. Że potrzebujemy tego innego sposobu, bo ten aktualny jest dość nieprzyjemny.
Jak to zrobić? Spokojnie (!) przytrzymać rękę lub nogę, spokojnie (!) powiedzieć np. najpierw
“Jesteś zdenerwowany, widzę to. Chciałeś, żebym ci dała kolejnego batonika.”
a dopiero potem
“Nie chcę, żebyś mnie kopał.“

Dlaczego akurat tak? Bardzo często widzę/słyszę, że samo powiedzenie o odczuciach rodzica to za mało. Taki komunikat “nie chcę, żebyś…” jest oczywiście autentyczny i nieoskarżający, a jednak brakuje mu wyjścia w stronę dziecka, zauważenia, co się z nim dzieje. To może utrudniać dziecku zainteresowanie tym, co dzieje się z rodzicem.

Trzeci argument za zachowaniem spokoju jest taki, że dzieci często w ten sposób proszą o pomoc. “Jest mi źle, nie wiem, co robić, pomóż mi!” – tak brzmi komunikat, który chcą nam przekazać. Ich niedojrzałość emocjonalna sprawia jednak, że zanim ubiorą przekaz w słowa, działają.

Co z niego wyrośnie?
Prawdopodobnie całkiem fajne starsze dziecko, a potem młody człowiek. Serio, nie widziałam nigdy dziewięciolatka plującego na matkę lub szczypiącego ją, gdy mu na coś nie pozwala. Nie twierdzę, że takie historie się nie zdarzają, ale mam wrażenie, że są nieco rozdmuchiwane. I wpędzają nas w lęk, że jeśli nie zrobimy “czegoś” “z tym” teraz, natychmiast, to wyhodujemy sobie żmiję na własnym łonie.

Jeśli jednak spojrzeć na zachowanie dziecka jako wypływające z jego ogromnej niedojrzałości, nie głupoty czy złej woli, może nam być łatwiej nie bać się przyszłości. Zjawisko złej woli nie pozwala spać wielkim myślicielom, co dopiero zabieganym rodzicom (co oczywiście nie musi się wykluczać); na głupotę podobno nie ma lekarstwa; a z niedojrzałości najczęściej się wyrasta.
Zaryzykuję stwierdzenie, że cokolwiek zrobimy, dzieci i tak wyrosną z podobnych zachowań. Zdecydowana większość dzieci.
Nie warto się zamartwiać.

Kiedyś to było nie do pomyślenia, żeby dziecko tak się zachowało!

Przynajmniej do pierwszego razu. Wtedy definitywnie przekonywało się, że lepiej nie próbować. Na zewnątrz wszystko grało – dziecko było dobrze wychowane, ułożone, grzeczne. Szanowało rodziców.
Czy szanowało też w sercu, tego nie wiemy. Często pewnie nie. Po prostu nauczyło się kryć to, co naprawdę myśli, przeżywa. Niestety taka polityka wiąże się z podwójnymi kosztami. Z jednej strony odbiera możliwość poradzenia sobie z trudnymi emocjami (konieczne staje się ukrycie ich, zamiast konstruktywnego rozładowania), z drugiej osłabia relację (nie jest ważne, co czuję – ważne, jak się zachowuję. Zachowywałbym się inaczej, gdybym czuł się lepiej, ale nie ma nikogo, kto pomógłby mi tak się poczuć).
Dzieci od wieków są bardzo podobne. Podobnie niedojrzałe i potrzebujące wsparcia w dojrzewaniu. Twierdzenie, że kiedyś tak nie było jest dla mnie koloryzowaniem przeszłości.

Z szacunkiem jest jeszcze jedna ciekawa sprawa. Bicie wcale nie oznacza jego braku. To, że ze wszystkich osób w pokoju moje dziecko leje właśnie mnie, jest dość wyrafinowaną formą okazania mi uczucia.
Ono wie, że ze wszystkich wokół ja jestem najlepiej przygotowana do wsparcia go w trudnej sytuacji – znam je doskonale, kocham ogromnie, przyjmę jego emocje i pomogę mu je wyregulować. I będę kochać dalej. Stąd te pełne zdziwienia komentarze cioć, babć i opiekunów: “Nie wiem, co mu jest, przy mnie był taki spokojny”.
No pewnie, że był. Ja też wypłakuję stresy z pracy dopiero w domu, mężowi. Wypłakiwanie się przełożonemu mogłoby być nie na miejscu – mąż jest do tego o wiele lepiej przygotowany, zna mnie doskonale, kocha ogromnie, przyjmuje mnie wraz z moimi emocjami. Czy to znaczy, że nie szanuję męża?

Owszem, bicie samo w sobie nie jest oznaką szacunku. Zgoda – jednak o tym wiemy my, dorośli. Małe dzieci najpierw nie wiedzą, a nawet gdy się dowiadują, mija trochę czasu, zanim będą umiały zareagować łagodniej.
Będą uczyły się tego od nas. Im więcej łagodności doświadczą, tym łatwiej będzie im ją uznać za najlepszą formę wyrażania trudnych emocji.

SPODOBAŁ CI SIĘ TEN ARTYKUŁ?

Jeśli tak, dołącz do newslettera i otrzymuj prosto na swoją skrzynkę powiadomienia o nowych wpisach oraz wyjątkowe treści dostępne tylko dla subskrybentów!

Dołącz teraz

54 myśli na temat “Bicie, plucie i inne miłosne wyznania

  1. Gosiu, a w jakim wieku dziecko poeinno juz kumać, że powinni sie powstrzymać przed takim omazaniem swojej złości czy smutku?

    1. Agata, one szybko rozumieją, tylko potrzeba czasu, żeby umiały nad sobą zapanować 🙂
      Proszę, potraktuj to orientacyjnie – najpóźniejszy wiekowo „akt przemocy” ze strony własnego dziecka zanotowałam u pięciolatka. To dziecko oczywiście dawno już wiedziało, że bicie nie jest ok, i od dawna tego nie robiło, jednak trafiła się raz bardzo trudna sytuacja i uciekło się do rękoczynów.
      Nigdy później tego nie zrobiło.
      Nie wiem, czy to jest górna granica – tak było u nas. Póki co 😉

      1. Pytam Gosiu, bo moja córa ma własnie 5 lat i wczoraj tak ją czymś zdenerwowałam, że wpadła w szał z pluciem, skakaniem powodujacym, że dom drżał, a zakończonym takim trzaśnięciem drzwiami (wymierzonym we mnie – dzięki bogu, ze zabrałam rękę z futryny), ze w sąsiednim pomieszceniu odpadła płytka zakrywajaca liczniki ze ściany….

        Eh przeraża mnie to, mimo że rozumiem czym była zdenerwowana. Rozmawiamy dużo, wydaje mi się, że ona wie, że ja rozumiem zazwyczaj pwoody jej nerwów, potrafi mi powiedzieć, „czy wiesz jak mi jest teraz smutno”, albo „mamo miałam taki okropny dzień”. Ale mam nadzieję, ze zacznie wkrótce nad sobą panować, bo te wieczorne schizy nas wykańczają..

        1. Moja córka w tym wieku zachowywała się też bardzo gwałtownie, też świetnie wszystko rozumiała i też miałam wątpliwości.
          Wyrosła, przeszło, minęło jak ręką odjął.
          Dużo siły i niech lepsze dni dla Was jak najszybciej nadejdą 🙂

        2. Jesli takie sytuacje zdarzają się w godzinach wieczornych to powodem może być duże zmęczenie i złe samopoczucie. Nie jestem jeszcze na etapie 5 latków tylko 15 miesięcy i tu zaczyna się etap wyrażania emocji . Wcześniej zauważyłam to u mojej koleżanki córki w dokładnie tym samym okresie a jest od niej starsza tylko 2 i pół miesiąca i wszystkie jej etapy moja córka papuguje w dokładnie tym samym okresie życia. Potraktuj to jako sugestie. Zmęczona , śpiąca i zle czująca podeszła do mnie i zaczęła wszystkim rzucać , wrzeszczec i szczypac. Wzięłam ja na ręce i w sekundzie usnela wtulona w moja szyję . Gdy się obudzila podeszła do mnie i mnie poglaskala. Obserwując dziecko jesteś w stanie określić jego potrzeby a ono będzie ci wdzięczne .

      2. chłopak 12 lat- jeszcze często niezadowolenie, złość, rozczarowanie, frustrację, wyraża uderzając mnie, popychając, przewracając, czy rzucając we mnie przedmiotami czy wyzywając mnie najbardziej obraźliwymi słowami jakie zna. Jestem przekonana, że jest to kwestia niedojrzałości a zarazem pewności mojej bezwarunkowej miłości. Takie „dowody miłości” otrzymuję tylko ja, sporadycznie i o zdecydowanie niższej temperaturze- lekkie popchnięcie, czy epitet typu „głupia stara baba”- babcia.

        1. Abstrahując od Pani konkretnej sytuacji (bo przecież w ogóle jej nie znam), chciałabym tylko zaznaczyć, że generalnie dzieciom warto swoje granice pokazywać, od samego początku. Tak, aby w parze z dojrzałością emocjonalną szły coraz bardziej konstruktywne sposoby wyrażania emocji. By uznanie, że to dziecięce bicie jest naturalnym etapem, nie przerodziło się w rodzicielską bezsilność i bierne oczekiwanie, kiedy ten etap minie.
          Aby dzieci wiedziały, że takie zachowania są trudne dla drugiej osoby – i dostawały wsparcie w dorastaniu do subtelniejszych form przekazu.

          1. He, he, właśnie uderzenia, wyzwiska, itp. destrukcyjne zachowania są chyba niemal wyłącznie wyrazem frustracji, bezradności jakiej doświadcza, gdy zderza się z moimi , dość mocno zaznaczanymi granicami. Gdy wie, że musi się pogodzić z moją wolą, a mu się to nie podoba (np.jestem bardzo zmęczona, potrzebuję odpoczynku, chcę teraz spokojnie poleżeć w ciszy, więc nie baw się teraz w moim pokoju, albo rozumiem, że się denerwujesz, że się spóźnimy, ale ja nie podzielam tej twojej obawy, a chcę przed wyjściem jeszcze to i to zrobić, nawet gdy ty uważasz, że to nie jest mi potrzebne itp.). I tylko dlatego tak robi, bo wie, ze mi się to nie podoba. Myślę, że gdy ma się dość wybuchowy temperament, doświadcza się często bardzo gwałtownych, skrajnych uczuć, przeważanie bliżej końca skali, rzadko w okolicy środka, dopóki nie jest się dorosłym i nie ma się w pełni ukształtowanego mózgu, a jednocześnie pełni kontroli nad swoim życiem, pełnej niezależności od innych osób, bardzo ciężko znaleźć sposoby wyrażenia w takich sytuacjach swoich uczuć, rozpaczy, wściekłości, bezradności w niedestrukcyjny sposób. Przecież słowo, nawet baaardzo głośne, takiej osobie nie wystarczy ;). Ona chce, być w pełni rozumiana, chce żeby inna osoba, „sprawca” jego uczuć, czuła też ból, dyskomfort tak jak ona. A przynajmniej tak to tłumaczy, jak się uspokoi. 🙂

  2. Bardzo, bardzo dobry, mądry tekst. I bardzo poruszył moje uczucia. Całą sobą staram się zawsze wczuć w to małe rozzłoszczone ciałko i zawsze okazuje się, że ma ono jakiś wielki problem i rozpaczliwie potrzebuje pomocy, żeby go ogarnąć.

  3. To żeby już zapoczątkować tę lawinę komentarzy 🙂 Moje dziecko oczywiście też tak robi. Zdenerwuje się to gryzie. Zezłości to pluje. Ja reaguje spokojem, mąż jest mniej odporny. Im spokojniej ja reaguje tym szybciej on się uspokaja i przestaje. Mąż stara się być stanowczy i efekty tej stanowczości są zwykle opłakane, ja muszę biec ich rozdzielać i uspokajać. Najczęściej obydwu 🙂 Więc nikt mi nie wmówi, że jakakolwiek reakcja poza spokojem i wyrozumiałością jest dobra.

  4. A ja tak się zastanawiam…
    Młody miał fazę, że mnie tłukł 🙂 po kilku „wiem, że się zdenerwowałeś, bo… ale nie chcę, żebyś mnie bił” odpuścił i teraz lanie dostaje się tacie.
    Po komunikatach jw. głośno i dobitnie stwierdza, że on lubi tatę bić i koniec. Z reguły kończy się napadem szału, bo on chce tatę bić i koniec.
    Dlaczego raz zadziałało, a drugi raz nie?

    1. Trudno wyrokować, bo pewnie możliwości jest wiele. Może w ten sposób dopomina się jakichś siłowanek z tatą? Może faktycznie chce trochę przepychania i próby sił, w zabawie?

  5. Moje próby wprowadzania w życie metod wyczytanych to tu, to tam na ogół się sprawdzają, kiedy jestem z jednym dzieckiem. Takie podejście, pełne empatii i wzajemnego szacunku jest bliskie mojemu sercu, ale łapię się na tym, że np. usypiając niemowlaka proszę starsze dziecko (2,5roku), by pobawiło się w swoim pokoju, a ja odłożę jego śpiącą siostrę i dołączę do niego, spełzają na niczym. Starsze dziecko bawi się dalej, pokrzykuje radośnie, hałasuje zabawkami tuż pod moimi nogami i kończy się, niestety, moim krzykiem po godzinie prób uśpienia dziecka i zapanowania nad starszym maluchem. Starszak patrzy na mnie ze spokojem, ja jestem bardzo zdenerwowana, a niemowlę nie może dalej zasnąć. Jak pogodzić to wszystko?

    1. To jest trudne, bo z jednej strony jest ta mocna potrzeba rodzica, aby opanować sytuację, aby pomóc młodszemu dziecku zasnąć, i aby nie trwało to w nieskończoność.
      A z drugiej strony jest pewna „niemożność” dwuipółlatka, który po prostu nie jest w stanie pobawić się po cichu w swoim pokoiku, czekając aż mama wróci.
      Myślę, że najbardziej sensowne może być poszukanie takiego rozwiązania, które będzie bardziej dopasowane do możliwości starszaka. Odkąd pamiętam, zawsze usypiałam dzieci czytając – młodsze zasypiały podejrzewam z nudów, starsze miały czas na wyciszenie.
      Ale jeśli młodsze dziecko potrzebuje specjalnych warunków do usypiania (ciemno, cicho idealnie), to może być faktycznie trudno.
      A gdyby najpierw usypiać starszaka? Dałoby się odwrócić kolejność?

      1. Dziękuję.
        Zazwyczaj na drzemkę udaje się najpierw starsze dziecko, a po nim młodsze, ale maluch śpi kilka razy w ciągu dnia i w którymś momencie starszak ochoczo podąża za mną i maluchem do sypialni (w dobrej wierze, jak sądzę). Idealnej ciszy nie potrzebuje, ciemności także nie, ale łomot spadających klocków, albo skaczącego synka tuż obok zasypiającego niemowlaka wyrywa ze snu. Widzę, że synek ma jakiś problem, bo wieczorem nie potrafi jak dawniej zasnąć sam, a w nocy i tak przychodzi do naszego łóżka (choć w południe nie ma tego problemu); ponadto dopytuje mnie, czy przy nim będę (mam problem nawet z wyjściem z domu – zamykając drzwi słyszę płacze i krzyki „o mamie”).

        1. Tak sobie jeszcze myślę, może pomogłaby chusta do noszenia? Młodsze dziecko do chusty i możesz zajmować się swoimi (lub pierworodnego) sprawami, a bujanie usypiałoby córeczkę bez konieczności stosowania specjalnych zabiegów?

          1. U nas chusta sprawdza się doskonale – dziesięciomiesięczna córcia zasypia w niej w czasie, kiedy ja mogę zająć się starszym (co prawda sporo, bo ma 6 lat) synkiem. Bez chusty byłoby duuużo więcej kłótni, napięć i zaniedbania starszego synka. Często też wychodzimy na spacer w czasie drzemki, młodsza sobie smacznie śpi, a my możemy przeżywać różne podwórkowe przygody 🙂

    2. Ela, miałam dokładnie identyczną sytuację, gdy urodził się mój syn, córkamiła 2,5 roku. Kilka wieczorów w ciągu pierwszych 3 miesiecy, gdy zdażyło się, ze musiałam w czasie usypiania być z dziećmi sama była strasznych. Najpierw płakało małe, potem małe i duże, a jak w końcu zasnęli spłakani to ja :). Potem kładłam się razem z dwojgkiem, jedno przy piersi drugie drapałam po pleckach. Usypiałam ich tak zawsze gdy bylam na czas spania lub drzemki sama z dwójką, inczej nie było możliwości. Wydawało mi się wtedy, że córka jest już taka duża, że powinna rozumieć różne rzeczy.
      dopiero jak teraz gdy mój syn ma 2,5 roku, i oglądam fimy z tamtego okresu widzę, jakie 2,5 letnie dziecko jest malutkie. Trzymam kciuki Ela, to jest bardzo trudny czas, ale będzie lepiej 🙂

  6. U nas takie rzeczy rzadko, choć bywało i bynajmniej nie zareagowałam ze spokojem i wyważeniem…odruch taki 😉 za to są słowne ataki typu: jesteś durna (syn lat 7 do mnie), jesteś głupia… no niefajne. Mówię, że mi przykro i nie chcę, by tak mówił, ale często w tych słowach słyszę niestety…nas (męża i mnie).
    To tak na tapecie mamy ostatnio. Rękoczyn ze strony 5-latki owszem był, przeszedł w mocne trzaśnięcie drzwiami lub wrzask.

  7. Tak czytam komentarze Agaty, Myszki, Moniki i także Gosi. To do nich potrzebuję zachowywać spokój aby mieć uczucie możliwości szerszego spojrzenia na przedstawione tam problemy. Może zadam pytanie najpierw: a co dajecie (pokazujecie) dziecku jako alternatywę dla takich typów jego zachowania? Czyli skąd wasze dziecko ma czerpać sposoby na wyrażenie konkretnie tego typu emocji?

    1. Paweł, chodzi Ci o to, że masz wrażenie, jakbyśmy po prostu zakładały bezradnie ręce, czekając na poprawę? Dobrze Ciebie rozumiem?

      U mnie trudność polegała na tym, że alternatywy, które omawialiśmy sobie na spokojnie, często nie sprawdzały się w razie potrzeby. Miał być „gniotek” do wyciskania złości (balonik wypełniony mąką), ale kiedy doszło do apogeum, gniotek poszedł w kąt.

      Jednak zgadzam się z Tobą – alternatywy warto szukać, i dobrze, że przypominasz o tym. Myślę, że warto po prostu dążyć do równowagi zw zmienianiu tego, co możemy zmienić, i akceptowaniu tego, co wymaga więcej czasu.

      Dziękuję za Twoją czujność 🙂

      1. Ja nie jestem pewna czy zrozumiałam pytanie Pawła, ale jeśli tak jak Małgoia, to wydaje mi się, że w sytuacji mojej córki to jednak jest coś na przeczekanie. Jej reakcje są „w afekcie”, to jest moment, iskra i ona całkowicie się „wykoleja” emocjonalnie. Nie zdarza się to już często, więc liczę na to, że zacznie nad sobą panować. Co do alternatyw w lżejszych prypadkach, to nie mm na nie zbyt wielu pomysłów, poduszki do bicia u nas nie działają. Działa czasami odwrócenie uwagi, ale stosuję je tylko w awaryjnych sytuacjach, np. gdy jesteśmy na ulicy i trzeba gdzieś dotrzeć.

    2. Wszystko zależy. Bo jeśli to jest na przykład jedno ugryzienie, jako potrzeba zwrócenia uwagi to całkowiecie mi wystarcza (nie wiem, może wychowawczo to mało) powiedzenie „auć, bolało, jesteś zły na mnie?” i chwila rozmowy. Jeśli to jest taki nie wiem jak nazwać „atak złości”, że dziecko potrzebuje się wyładować i nie wie jak, to proponuje różne rozwiązania. Dobrze się sprawdza skakanie po łóżku, czasem sprawę załatwia rzucanie poduszkami, czasem go łapie i całuje po brzuszku i to zaczyna lawinę siłowanek. A czasami nie działa nic.
      Pisałam o spokoju w sensie, że nie krzyczę, nie karam, nie odsuwam się od niego ale na tyle na ile mam siły staram się spokojnie szukać rozwiązania dobrego akurat w tym momencie.

  8. A co począć jeśli ataki złości złości dotyczą już prawie 7 latka 🙁 Zaczęły się w przedszkolu, przeniosły na szkołę, wybucha w domu — gdy coś mu się nie spodoba (powodów jest mnóstwo). Próbuje wtedy rzucać tym, co znajdzie pod ręką, tupać, złościć się, czasem pluje, czasem uderzy. W domu o ile spokojem można opanować sprawę, o tyle w szkole już jest bardzo trudno! Nikt nie rozumie takich zachowań i sprawa się pogarsza, bo ma dopiętą łatkę: łobuza. Co począć w takiej sytuacji? Jak przenieść rodzicielstwo bliskości na szkołę?

    1. Dzieciom z łatką trudno zachowywać się inaczej, niż określa to łatka.
      Pewnie zaczęłabym od rozmowy z dzieckiem, jak to się dzieje, co w szkole go tak naładowuje, co mogłoby mu pomóc. Dzieci często same potrafią znaleźć rozwiązania, gdy da się im szanse.

  9. Z zaciekawieniem czasem czytam artykuły o „rodzicielstwie bliskości” i czasem rzeczywiście myślę sobie, że jest w tej „metodzie” dużo racji i dobrego. Czasem natomiast nie mogę się nadziwić tego typu podejściu i jego konsekwencjom. Bo np. opisany wyżej sposób reakcji na agresywne zachowania dzieci jest dla mnie kompletnie bzdurny i nie do przyjęcia. Z moich obserwacji wynika, że nie stawianie odpowiednio wcześnie granic i nie ustalenie zasad współżycia w danej rodzinie prowadzi tylko i wyłącznie do eskalacji agresji i gniewu ze strony dziecka, gdy tylko coś nie idzie po jego myśli. Według mnie w miarę dojrzewania dziecka coraz trudniej sobie rodzicom z takimi zachowaniami radzić, a przybierają one najróżniejszą formę, od wyzwisk po kopanie różnych przedmiotów i rodziców włącznie. Moje przemyślenia wynikają z obserwacji moich znajomych rodzin, które mają dzieci. I w tych rodzinach, gdzie dziecku pozwala się na takie zachowania, reagując „przytuleniem” dzieci są w moim odbiorze krnąbne i nieznośne. Natomiast tam, gdzie rodzice reagują natychmiast i stanowczo ( nie mam tu na myśli oczywiście żadnej przemocy), dzieci są współpracujące i radosne. Niestety żyjemy w świecie, gdzie są pewne zasady i reguły , według których musimy funkcjonować i moim zdaniem uczenie dzieci, że tak nie jest, ma w społeczeństwie bardzo opłakane konsekwencje. Skoro dzieci są „pełnoprawnymi” ludźmi to mają również „obowiązki”, polegające choćby na tym, że nie mogą robić co im się tylko podoba, nie bacząc na to, że robią komuś krzywdę. Jest tyle agresji w szkołach ( i nie dotyczy to tylko dzieci z rodzin patologicznych), że moim zdaniem nie powinniśmy uczyć dziecka od najmłodszych lat, że wolno mu wyzwać lub opluć rodzica i wtedy zostanie przytulone, a w przeciwnym razie zahamujemy jego prawidłowy rozwój. Większej bzdury dawno nie słyszałam!

    1. To jest częsty argument, że się dzieciom „przyzwala”.
      Moje najstarsze dziecko ma 9 lat i doskonale zna normy społeczne oraz pewne ramy, w jakich poruszają się bliscy sobie ludzie. I to jest dla mnie dowód, że jednak mimo pewnej mojej gotowości na to, by przyjąć niedojrzałość dziecka, nie przyzwalaliśmy mu na bicie nas.
      Zawsze dawaliśmy jasno do zrozumienia, że to nie jest OK.
      My po prostu traktowaliśmy to jako pewną naturalną kolej rzeczy, to, że dzieci w emocjach tak się zachowują. W tekście tez rozgraniczam przyzwalanie od od dawania wsparcia. Chodzi tylko o to, żeby nie zostawiać dziecka samego z jego emocjami, bo ono nie umie samo sobie z nimi poradzić, póki co.

    2. To moje dziecko musiałoby być jakimś wyjątkiem, bo ja i owszem reaguje przytuleniem i wsparciem w momentach złości, a w samym ostatnim troje różnych ludzi (logopedka, laryngolog i pani badająca słuch) nie mogło się właśnie nadziwić jak bardzo jest „współpracujący” (tego właśnie słowa użyli). A to że jest niesamowicie radosny widzę sama 🙂

    3. Wolę być uderzona, wyzwana od kurew itp. i jednocześnie mieć świetny kontakt z dzieckiem, które sygnalizuje mi w ten sposób, że np. miało kiepski dzień w szkole, nauczyciel znów go niesprawiedliwie potraktował, albo ja broniąc swoich granic naruszyłam jego (np. domagając się porządku, wyłączenia komputera itp.) i wyraża do mnie najwyższe zaufanie, niż mieć grzeczne, spokojne i niedostępne dziecko, które nie dzieli się ze mną swoimi przeżyciami, nie opowiada szczerze swoich uczuciach, o stosunkach szkolnych, z kolegami, koleżankami (tu oczywiście do pewnego stopnia 😉 itp.

      1. Ja jednak nie wolałabym być wyzwana od „k….”, ale co kto lubi….Chciałabym zauważyć, że skoro nadajemy dzieciom prawa i przywileje dorosłych to oczekujmy od nich respektowania pewnych granic, które obowiązują powszechnie. Jest również wielu niedojrzałych dorosłych, a jednak nie tolerujemy wyzwisk z ich strony. Często jesteśmy zestresowani, a jednak nie ubliżamy naszym najbliższym bo mieliśmy kiepski dzień. Czy przez męża/partnera też wolałaby Pani być nazywana „k….”, ale poza tym mieć z nim świetnie relacje? Jeśli by tak było to szczerze nie chce mi się wierzyć w te „świetne relacje”…Dla mnie to nie jest kwestia niedojrzałości tylko poszanowania godności drugiego człowieka. Mój mąż ani moje dziecko nigdy by mnie obrazili, choćby byli najbardziej zestresowani i mieli najgorszy dzień w życiu bo nie kochamy się i nie ranimy się bez sensu, nikomu nie przyszłoby to do głowy. W naszej rodzinie nie ma miejsca na przemoc i obrażanie innych, jest za to miłość, empatia i wielka radość z obcowania z sobą na co dzień. Zapewniam Panią, że mamy świetny kontakt z naszym dzieckiem 🙂

        1. Z całym szacunkiem, dziecko w wieku szkolnym bijące matkę i wyzywające ją od kurew- można określić wieloma słowami, ale N A PEWNO nie jako sukces wychowawczy………….

          Ludzie ! Czy Wy wiecie, co się teraz w szkołach dzieje ? Przypuszczam, że połowa tych mamus by umarła widząc, jakie ordynarne, chamskie i źle wychowane są ich dzieci w szkole.

        2. Mam zatem pytaie Aslanka – jak zaragowałaś na przejawy agresji, gdy się pojawiły, jak zostały wygaszone? Chodzi mi o proces uratowania empatii i porozumienia z dzieckiem przy wsparciu go w przezywaniu emocj, o nie dopuszczenie do naruszania swic ganic. Jak to zrobić|?

  10. Prawda, dzieci zupełnie inaczej zachowują się przy matce a inaczej przy innych członkach rodziny. Utwierdziłaś mnie w przekonaniu, że to normalne i nie jest spowodowane jakąś moją niewydolnością wychowawczą. Chłonę wpisy jak gąbka…

  11. Mój piętnastomiesięczny synek czasami nas gryzie, czasami bije w twarz…myślałam, że coś źle robimy… nie wiedziałam, że może to być naturalne…nie wiedziałam, też jak sobie radzić w tych sytuacjach. Dziękuję za ten artykuł, bardzo mi pomógł 🙂

  12. To jest artykuł o moim synku 🙂 Problem w tym, że najczęściej pluje na moją najstarszą z 3 dzieci córkę. On jest najmłodszy. Nastolatce trudno wytłumaczyć, że to wyznanie miłości albo zaproszenie do zabawy. Zaczyna się poszturchiwanie i zaraz potem regularna bitwa. Można prosić o podpowiedź jak reagować w takich sytuacjach?

  13. Mój syn jest „grzeczny”, wiadomo co jakiś czas sprawdza nas czy wolno mu więcej, a co jakiś czas uczy się nowych zachowań. Tych dobrych, i tych złych. Skąd jednak ma wiedzieć, że są złe póki mu o tym nie powiemy? Ostatnio pierwszy raz padło „głupia” w zupełnie zwyczajnym kontekście „włącz mi bajkę, głupia mamo.” Moja pierwsza myśl „powinnam go ochrzanić”, moja druga myśl (całe szczęście dość szyba) „skąd on ma wiedzieć, że tak nie wolno mówić?”Gdy go zapytałam czy to ładnie czy nie, przemyślał sprawę kwitując „Aha, brzydko, myślałem, że byłaś głupią mamą (?! tu jakiś dziwny jego skrót myślenia mam nadzieje)” i na końcu „przepraszam”. Ale ten mój „grzeczny” syn to w ogóle ma przechlapane, bo jest starszym bratem i choć ma tylko 2,5 roku, to wydaje się i już zawsze wydawać się będzie starszym, a wiadomo od starszego się więcej wymaga i trudno pamiętać, że choć starsze, to wciąż małe. Ja jednak powinnam pamiętać – sama byłam tą straszą. Ot taka refleksja po lekturze wpisu i komentarzy 🙂

  14. Na szczęście moje dzieci (jeszcze?) nie używają wyzwisk – Młodszy Młody dopiero zaczyna mówić, a Starszy Młody nie ma styczności z wyzwiskami, więc nie ma się na kim wzorować. A jednak Starszy Młody czasem mówi inne rzeczy, które w pierwszej chwili wywołują moją silną reakcję. I w tej sprawie przyszły mi do głowy trzy rzeczy.
    1. Wzorowanie się.
    Jeżeli jest ktoś, kto dziecku imponuje, a używa wyzwisk, to może dziecko ich używa z chęci przynależności? Jeśli „bohater”/”bohaterka” wykazuje jakieś charakterystyczne zachowanie, to dziecko je powiela, bo chce być podobne do swojego „wzoru”? Dziecko podpatruje „znaki charakterystyczne” u osoby która mu/jej imponuje, chce być godne podziwu jak taka osoba, więc naśladuje, niekoniecznie zastanawiając się nad treścią takich zachowań.
    2. Treść.
    Jakiś czas temu wpadłam na pomysł, aby zapytać dziecko, co ma na myśli, zwłaszcza jeśli mówi coś, co wydaje mi się przykre. I zauważyłam, że np. Starszy Młody często nie ma jeszcze pełnej świadomości znaczenia słów.
    Przykład: Młody woła do mnie: „Ja zawsze gram w pojedynkę!” Robi mi się trochę przykro, bo odbieram komunikat jako: „Idź sobie! Nie potrzebuję cię!”. Ale biorę głęboki oddech i pytam: „A co to znaczy?”. „Zygzak (McQueen) zawsze gra w pojedynkę!” – odpowiada Młody. Dośpiewuję sobie: Zygzak Młodemu imponuje, to jego ulubiony bohater książkowy. Młody chce być taki jak jego bohater: godny podziwu. Więc przypominam ciąg dalszy historii: „Pamiętsz, Zygzak grał w pojedynkę samym na początku książki? Potem nauczył się, że lepiej jest grac w drużynie.” Po chwili Młody woła do mnie: „Mama, gramy razem w drużynie!”
    Mam wrażenie, że jest niemało wyrażeń – niekoniecznie „niestosownych” – które dzieci rozumieją inaczej niż my. Dlatego od pewnego czasu pytam: „Co chcesz przez to powiedzieć?”
    3. Piorunujący efekt.
    Wyzwiska i/lub wulgaryzmy często powodują silną rekację otoczenia, czyli są niezawodnym sposobem na zwrócenie na siebie uwagi. Może są/wydają się skuteczniejszym sposobem niż powiedzenie np. „Potrzebuję pomocy! Natychmiast!”? Jeśli na „Pomocy!” dziecko słyszy: „Już tylko wywieszę pranie”, a na „ty stara krowo” jest natychmiastowa reakcja („Jak możesz się do mnie tak brzydko odzywać?!”), to może wybiera to, co powoduje niezawodną reakcję…?

    1. a co jeśli trzylatek bije nie tylko w złości. ostatnio zauważyłam, że kopie na przykład kiedy wie, że ma iść spać, a On zaczyna skakać i się nakręcać. myślę sobie no dobra niech się wyskacze … a On zaczyna stawać na głowie i z tej pozycji robi wykop wprost we mnie po kilku uwagach wychodzę i zmieniam się z tatą, z którym dziecko pochlipując i krzycząc, że chce do mamy (moja mama hlip hlip hlip ) idzie spać. zauważyłam też, że dziecko moje potrafi tak po prostu kopnąć psa lub kota. do tego wszystkiego dodam, że tata dziecka ostatnio bardzo nerwowo podchodzi do takich zachowań, które się nasilają i teraz nie wiem czy to nie takie zamknięte koło. trzeba też podkreślić, że mój trzylatek ostatnio rozpoczął swoją przygodę z przedszkolem. jeszcze proszę o podpowiedź jak się stanowczo zachować kiedy dziecko kopie lub bije i kiedy to nie wynika ze złych emocji. ja zazwyczaj po kilku uwagach wychodzę i mówię, że jak tak to się nie będziemy bawić…

      1. Szalenie trudno w kilku zdaniach na odległość zdiagnozować źródło jakichś zachowań i wskazać rozwiązanie.
        Tak, to może być kwestia pójścia do przedszkola. Tak, nerwowa reakcja rodzica działać nasilająco.

        Z moich obserwacji wynika, że dzieciom często trudno jest poradzić sobie z komunikatami „nie rób tak”. Dostają wtedy informację, że sposób, w jaki próbują uporać się z rozsadzającymi je emocjami, albo potrzebami (np. potrzeby poznawcze pchają je do łamania zakazów i nieustannego odkręcania wody) jest zakazany – ale nie wiedzą, co dalej. Jeśli nie to, co w zamian?

        Pomocne jest wskazanie, co dziecko może zrobić, by ukierunkować swoja energię. „Jeśli tak ci się podoba zabawa wodą, możesz przelewać wodę w miskach” zamiast „Nie odkręcaj wody!”

        Pomocne może też okazać się działanie prewencyjne, czyli zadbanie w ciągu dnia o to, by synek mógł sie porządnie posiłowac i poprzepychać, najlepiej z ktorymś rodzicem 🙂

  15. Nie mam jeszcze swojego dziecka, ale chciałabym je mieć w dalekiej przyszłości! 🙂
    Ten post jest po prostu genialny, na pewno będę jeszcze tutaj wpadać! 🙂
    Tym bardziej, że pracuję na co dzień z dziećmi 🙂

  16. Kilka dni temu w trudnej sytuacji przypomniał mi się tytuł tego posta.
    Zadziałało jak odkręcenie wentyla bezpieczeństwa, więc kolejnych „wyznań” córki wysłuchałam ze spokojem.
    Zawsze wiem, że słowa wykrzyczane w złości nie mówią o faktycznych uczuciach, ale wiedzieć to jedno, a odczuwać przykrość to drugie.
    Ten tytuł jak błyskawica przeciął moje emocjonalne napięcie.
    Wielkie dzięki!
    Żeby było ciekawiej: posta w całości jeszcze nie przeczytałam 😉

  17. Przyznam, że nieco pomógł mi Twój artykuł 🙂 Szczególnie wytłumaczenie, dlaczego synek najczęściej bije mnie (szarpie za włosy, gryzie albo uderza ręką), rzadziej tatę i babcię a obcych dorosłych nigdy. Jest to pozytywne i lepiej nastraja mnie do pracy nad tymi sytuacjami 🙂 Dziękuję!
    Jednak nie jestem pewna, jak reagować na wszystkie jego zachowania :/ Ok, kiedy zaczyna „atak” taki prawdziwy, staram się przytrzymać za rękę, wskazać jakie uczucia się w nim pojawiają i że nie chcę, żeby mnie bił. Podoba mi się pomysł z przytulaniem! Widzę, że te reakcje pojawiają się zazwyczaj, gdy jest głodny, zmęczony albo rzeczywiście ma mało uwagi.
    Ale są też inne zachowania…czasem bawimy się wspólnie i on nagle podchodzi i zaczyna mnie szarpać lub bić. Podobnie ma z innymi dziećmi – bawią się „obok siebie”, różnymi zabawkami, nie ma żadnego powodu do konfliktu a on podchodzi i uderza. Ostatnio podszedł do kompletnie obcego chłopca i mocno uderzył go klockami w głowę… mógł mu zrobić krzywdę :/ A nie było żadnego powodu (to znaczy pewnie coś się w nim zrodziło, ale ja kompletnie nie mam pojęcia co!). Wydaje mi się, że czasem tak okazuje radość, chce pogłaskać (uwielbia całować inne dzieci i przytulać), a wychodzi uderzenie. Staram się wtedy pokazać, że głaszcze się inaczej, że uderzenie boli itp.
    Jest jeszcze jedno – autoagresja. Gdy jest mocno zdenerwowany potrafi sam się uderzyć (albo ręką, albo próbuje głową uderzyć w podłogę czy ścianę). Czasem robi tak też „bez powodu”, wcale nie jest zły ani osamotniony (robi tak np. w czasie zabawy).
    Staram się być rozumiejąca, spokojna i empatyczna, ale czasem brak mi technik :/
    Eh cieszę się, że trafiłam na Twoją stronę! Bardzo pożyteczne informacje 🙂

    1. Tak, może tak być, że w ten sposób zaprasza dzieci do zabawy, okazuje radość (kiedy mówimy o tym, że dziecku trudno poradzić sobie emocjami, to mamy na myśli te nieprzyjemne emocje – a przecież radość czy podekscytowanie też silnie pobudzają i może byc trudno je okiełznać).
      Autoagresja jest powszechnym zachowaniem małych dzieci. Warto byc uważnym na bezpieczeństwo dziecka oczywiście – uderzanie głową w podłogę jest ryzykowne i lepiej nie zostawiać wówczas dziecka samego.

  18. Bardzo dobry artykuł. Uważam, że takie informacje powinny być rozpowszechniane zwłaszcza wśród tzw. starszego pokolenia. To bardzo smutne gdy dzisiejsze wyedukowane rodzicielsko matki otrzymują miażdżący feedback od swoich mam i teściowych – ehh to bezstresowe wychowanie, co z niego będzie itp. Przyznam, że nie jeden raz taki tekst mnie dobił, wprawił w zakłopotanie, wywołał wątpliwość, czy dobrze robię.
    W środku czuję, że „rodzicielstwo bliskości” to jest moja droga (na szczęście mój mąż jest ze mną zgodny:), ale w trudnych sytuacjach, gdy dziecko robi tzw. sceny publicznie, moja pewność słabnie 🙁
    Może tego typu teksty powinny być publikowane w czasopismach typu „Pani domu”, „Dobre rady”, w programach „pytanie na śniadanie”…. nie wiem głośno myślę, bo tu jest dużo do zrobienia.
    Przecież właśnie od naszych matek, teściowych, ciotek uczymy się macierzyństwa, one są pierwszymi przewodniczkami.

  19. Czytam ten artykuł kolejny raz, żeby pocieszyć samą siebię. Nie pomaga już nic. Dziś zostałam uderzona, wiele razy. Komunikaty ‚widzę, że.. ‚ oraz ‚nie chcę…’ nie działają. Powstrzymywanie rąk kończy się jeszcze większą agresją i wściekłością, zaczyna się wtedy kopanie. Czytam, słucham, szukam, od kilku lat. Dziś dostałam w twarz i zapragnęłam wyjść i już nie wrócić. Zostawiłam syna z mężem, wyszłam z domu, ale słyszałam ten płacz i nawoływanie mnie, wyrzuty sumienia mnie zżarły. Wrociłam, poryczałam się w domu. Syn prawie 6 lat, od 3 próbuję mu pomóc, bezskutecznie. Jestm mi okropnie żal, że ma taką matkę. Gdy wieczorem, już w łóżku rozmawiamy, mam ochotę cofnąć cały dzień. Następnego dnia od rana to samo.

    1. Dużo frustracji, zmęczenia i bezsilności w takiej trwającej już wieki sytuacji. Czy myślała Pani o profesjonalnej pomocy? Może potrzeba kogoś, kto zerknie z zewnątrz i podpowie, jak przetrwać ten czas, da wsparcie Pani, synkowi i całej rodzinie?
      Ściskam serdecznie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *