Odpowiedzialnie i osobiście

Wieczorny rytuał usypiania dzieci. Ona leży z najmłodszą latoroślą w za ciasnym łóżeczku, pod zaciśniętymi mocno powiekami licząc kolejne, wlokące się niemiłosiernie minuty.*

Latorośl wierci się, posapuje, zagaduje, dłubie w nosie, śpiewa. Jest tak daleka od zaśnięcia, jak tylko można. Skrajny koniec kontinuum.

Ona zirytowana syczy, cmoka z niezadowoleniem, mówi do dziecka coraz bardziej podniesionym tonem. Jest tak daleka od czułości, jak tylko można. Skrajny koniec kontinuum niemal.

On – on też gra w tej sztuce. Pojawia się co jakiś czas, kontrolnie, by sprawdzić, czy jego córka wciąż żyje. Odrywa się od swoich zajęć, chce akurat tego dnia skończyć pilny projekt. Jednak dochodzące z pokoju dziecięcego odgłosy motywują go do zachowania czujności. Dlatego co parę minut zagląda, by ocenić, na ile poważna jest sytuacja.

W końcu ona wybucha: „Kładź się w tej chwili i śpij, bo nie ręczę za siebie!!!”. Zła na dziecko, które krzyżuje jej wieczorne plany, na niego, że się nie domyśli i jej nie wyręczy, oraz oczywiście w tej samej chwili na siebie, że jest taka beznadziejna i krzyczy.

Znacie? Ja znam, choć to fikcyjna sytuacja – jednak odnajduję się w niej na tyle, że odmalowanie tej sceny przyszło mi bez trudu.

Że też on się nie domyślił. Przecież powinien siedzieć w jej głowie i odczytać frustrację, zmęczenie i zniechęcenie. Czy ona naprawdę musi o wszystko prosić, wszystkiego się domagać, wszystko pokazywać palcem??

No, nie, oczywiście, że nie wszystko. Są jednak rzeczy, o których się filozofom nie śniło, i do nich należy nasze życie wewnętrzne. Nasze oczekiwania, potrzeby, emocje – to, co rozgrywa się w nas, może być niezauważalne, lub trudne do odczytania przez innych. I nie to świadczy o jakości relacji, że ta druga osoba w nas „nie czyta”, tylko to, że nie potrafimy jasno się wyrażać. Brać odpowiedzialności za swoje uczucia, potrzeby i czyny.

O tej odpowiedzialności osobistej właśnie przeczytałam pierwszy raz u Juula i od razu przypomniałam sobie o innym określeniu – może nie tożsamym, ale bardzo w znaczeniu podobnym. Mówić prawdę z miłością. Prawda – nie jako odgórny osąd sytuacji (ty jesteś, ty zawsze, to tamto), tylko prawda jako to, co się ze mną dzieje (denerwuję się, gdy.., niepokoję się, bo…, nie podoba mi się, że…). Tego się nie da podważyć i jakoś zażarcie dyskutować. Nie ma się przed czym bronić, bo nikt nie oskarża. Mówię o sobie, swoich potrzebach, proszę o pomoc. Konkretnie, kawa na ławę. Z miłością – bo nie obwiniam nikogo o to, co przeżywam, moją intencją nie jest dokopanie komuś bądź upuszczenie sobie jadu. To jest przestrzeń do szukania rozwiązań, a nie odbijania piłeczki. Do budowania relacji, a nie posiadania wyłącznej racji.

Wieczorny rytuał usypiania dzieci. Ona leży z najmłodszą latoroślą w za ciasnym łóżeczku, pod zaciśniętymi mocno powiekami licząc kolejne, wlokące się niemiłosiernie minuty.

Latorośl wierci się, posapuje, zagaduje, dłubie w nosie, śpiewa. Jest tak daleka od zaśnięcia, jak tylko można. Skrajny koniec kontinuum.

Ona, wyczerpana, wstaje z łóżka i idzie do męża. Staje w drzwiach i mówi otwarcie „Posłuchaj, wiem, że chciałeś dziś dokończyć swój projekt, czuję jednak, że jestem na granicy wytrzymałości i po prostu nie dam rady jej położyć do spania dziś. Czy jesteś w stanie zrobić to za mnie?”

Jest wielkie prawdopodobieństwo, że on poczuje jej bezradność i zechce jej pomóc. Pewnie położy się obok dziecka, a ono uśnie w try miga. Tak jest często u nas – ale nie wiem, jak u Was będzie. Spróbujcie**.

 

 

 

*równie dobrze to on mógłby tam leżeć, a ona kończyć projekt. To, że w opowiastce jest inaczej, znaczy zupełnie nic i nie należy się nad tym zbytnio pochylać.

** branie odpowiedzialności za siebie nie jest techniką manipulacyjną i jakiekolwiek zarzuty pn. „to nie działa” są bezzasadne. Odpowiedzialność osobista to coś, co przede wszystkim służy nam samym, naszym granicom, potrzebom, i dzięki temu wpływa na poprawę jakości relacji z innymi. Nie jest to natomiast czarodziejska różdżka, która sprawia, że inni tańczą tak, jak im zagramy. Zwłaszcza, gdy sami są za pan brat z odpowiedzialnością osobistą 🙂

4 myśli na temat “Odpowiedzialnie i osobiście

  1. Super tekst, dziękuję.Myślę,że problem (na pewno mój) polega na tym, że niektórych z nas uczono, że podołać musimy, że obojetnie co by się działo, to trzeba się brać w garść, zrezygnować z siebie. Dlatego odwlekam mówienie o trudnosciach, aż mi sie uzbiera i wybucham. Mam tego świadomość i staram się reagować zanim jest za późno, ale mam tak mocno wdrukowany wzorzec, że trudno mi go zauwazyć w porę.

  2. Lubię Twoje felietony, bo po ich przeczytaniu dociera do mnie, że nie jestem sama. Odnajduję siebie w tych opowieściach i dodaje mi to otuchy. Odkrywam, że nie tylko my mamy trudności w wychowywaniu dzieci, że to jest normalne. Ważne co z tym zrobimy. Odpuszcza dyktowany perfekcjonizmem lęk, że coś jest z moją rodziną nie tak. Dziękuję, że piszesz! To bardzo cenne!

  3. Ha. Mój „on” zapewne odpowiedziałby „Ale ona nie chce mnie. Chce Ciebie. Przy mnie będzie płakać.”. I miałby rację, bo najmłodsza latorośl jest piersiowa.

    Moją frustrację łagodzi jednak prosta myśl. Z doświadczenia wiem, że przychodzi taki etap, gdy dziecko piersiowym być przestaje, a wtedy „on” sprawdza się nagle w roli usypiacza. Jeśli tylko „ona” nauczy się o to prosić (trochę czasu mi to za pierwszym razem zajęło).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *