“Lepszy” rodzic

Zazwyczaj jest to matka, ale niekoniecznie. Czyta, pyta, dokształca się na różnego rodzaju warsztatach, szkoleniach, kursach. Dyskutuje na forach, analizuje, bada, wczuwa się w perspektywę dziecka. Relacje z dziećmi są dla niej bardzo ważne, wciąż i wciąż stara się wychowywać je tak dobrze, jak tylko umie – albo i jeszcze lepiej.

Drugi rodzic, zazwyczaj ojciec, często ma większy dystans. Nie, że bezrefleksyjnie, jednak rodzicielstwo nie pochłania go bez reszty. Podsuwane przez drugą połowę książki czy zaznaczane ich fragmenty nie doczekują się atencji – zawsze jest coś ciekawszego, bardziej pochłaniającego, niż roztrząsanie, jak zbudować hiperpoprawny komunikat do dziecka, które właśnie wylało bratu wodę z wazonu na głowę.
Nie jest nieobecny, daje dzieciom swój czas i uwagę. Tylko ciągle coś robi źle – zdaniem połowicy:
– Czemu mówisz mu, żeby nie płakał, skoro jest smutny?
– Ale ty się nie wtrącaj w ich relację, powiedz raczej, że wierzysz, że rozwiążą ten problem sami!
– Stawianie warunków wzmaga opór – nie możesz zachęcić jakoś żartobliwie? Zabawą? Poudawać np. jakiegoś potwora, czy coś?

I tak od rana do wieczora. Jakkolwiek by się nie starał, zawsze mógł lepiej. Strasznie to demotywujące. Odechciewa się człowiekowi robić cokolwiek, gdy jest pod takim obstrzałem, czujnym wzrokiem, wyłapującym wszelkie niedociągnięcia.

A przecież ta relacja, rodzicielstwo, ma być przede wszystkim autentyczna. Wolna. Tylko wtedy ma szanse być fascynującą przygodą. Jak można przeżyć przygodę, gdy kontroluje się każdy swój ruch – lub, co gorsza, gdy ktoś kontroluje każdy nasz ruch?

Jasne, gdy dziecku dzieje się krzywda, mamy obowiązek interweniować. I o ile krzywda jest bezapelacyjna w przypadku bicia, poniżania, obelg, wyśmiewania – to jest jeszcze szereg sytuacji nieprzyjemnych dla dziecka, które jednak bezapelacyjną krzywdą nie są.
Zresztą, interweniować można w różny sposób. Tak, jak kłócącym się dzieciom nie pomaga oskarżanie, szukanie winnego, rozsądzanie sporu, tak i w gorącym punkcie relacji rodzic-dziecko te taktyki okazują się być zawodne. Pomaga wsparcie, odszukanie potrzeb obu stron i empatia.
– “Widzę, że jesteś już zmęczony i brak ci cierpliwości. Potrzebujesz mojej pomocy? Chcesz, żebym położyła je do spania?”
Jest pewne ryzyko wchodzenia z butami w cudzą relację. Bo tak, relacja drugiego rodzica z dziećmi jest relacją cudzą. Nie moją. I ryzyko sprowadza się do tego, że ta relacja umrze. Będzie filtrowana przez trzecią, zbędną stronę. Dzieci poczują, że muszą mieć adwokata, bo same nie są w stanie wpłynąć na kształt tej relacji. Rodzic poczuje, że nie umie dogadać się z własnymi dziećmi. Że nie jest kompetentny.
I zamiast szukać drogi do siebie nawzajem, będą zrzucać odpowiedzialność na mnie.

A mnie już naprawdę wystarczy odpowiedzialność za moją własną relację. Za moje własne wysiłki, starania, potknięcia. I chcę brać tę odpowiedzialność za coś, na co realnie mam wpływ.

Zresztą, kto jest bez winy, niech pierwszy rzuci kamieniem. Ilekroć sobie pomyślę, że ktoś nieodpowiednio odzywa się do dziecka (albo pomyślę, jak można było powiedzieć “lepiej”), nie mija dłuższa chwila, a sama odzywam się w taki sposób, że aż w głębi siebie przewracam się ze zdziwienia.
Ilekroć zdziwię się, co on tak się irytuje, przecież nic wielkiego się nie dzieje, w następnym kwadransie skaczę dzieciom do gardeł o błahostki.

Nie chodzi o to, by nie rozmawiać. Jest jednak ważne, by rozmowa nie była pasmem utyskiwań i wytykania błędów. By nie była kuta na gorąco, gdy emocje buzują, a raczej w dogodnym, spokojnym momencie, gdy oboje jesteśmy nastawieni pozytywnie i chcemy drążyć, szukać rozwiązań.
Ważne, by pamiętać, że żadne z nas nie ma wyłączności. Brak jedynie słusznych rozwiązań. Modeli jest mnóstwo, granice każdego z nas się różnią – miarą naszej dorosłości jest to, jak pogodzimy nasze potrzeby i dążenia w tym obszarze. Ile wolności damy sobie nawzajem. Ile zrozumienia dla niedoskonałości i słabości drugiej osoby. Im więcej miłości okazujemy sobie nawzajem, tym bardziej zaspokojone są nasze fundamentalne potrzeby.
Im bardziej są zaspokojone, tym jesteśmy pełniejsi – i możemy więcej dawać od siebie innym. Przede wszystkim własnym dzieciom.
A empatii, dogadywania się z dziećmi, pomysłowego rozwiązywania trudnych sytuacji nie trzeba uczyć się z książek, szkoleń i porad eksperckich. Neurony lustrzane gwarantują doskonałą naukę przez naśladowanie – jeśli jakiś styl reagowania na różne trudności jest pomocny, zostanie w pewnym momencie przyswojony przez wszystkich członków rodziny.
Bądźmy zmianą, którą chcemy widzieć w innych.

21 myśli na temat ““Lepszy” rodzic

  1. Pani Małgosiu,
    ..może zupełnie nie na temat, ale jakoś czuję że chcę do Pani napisać. Nie liczę w ogóle na wsparcie, współczucie czy zrozumienie, po prostu… Dowiedziałam się o trzeciej ciąży. Mam już dwóch prawdziwych kochanych urwisów. Miało być tak pięknie, bo już zaczynało być łatwo i przyjemnie wychowywać tę dwójkę, a tu trzecie w drodze… Zamiast się cieszyć, czuję ciężar kolejnych obowiązków. I znów rezygnacja z pracy (choć bycie z dziećmi zawsze było dla mnie najważniejsze) na dwa lata.. Jestem na razie przybita.
    Patrzę na Panią, i Pani postawa chyba tylko daje mi siły..

    pozdrawiam

    1. Nie współczuję. Bardzo rozumiem. Nie zawsze wiadomość o kolejnej ciąży wypełnia nas radością. Nie musi. Warto dać sobie czas na przeżywanie emocji, które temu towarzyszą.
      Pozdrawiam ciepło 🙂

  2. Gosiu, uwielbiam Twoj dar obserwacji i ujmowanie prostych spraw tak, ze wzruszaja. Dystans do siebie i swiata a jednoczesnie czula uwaznosc wobec siebie i swiata 🙂

  3. Mam wrażenie, że czytam o naszej rodzinie 😉 ;( i nie wiem czy śmiać się czy płakać … gdyż wkładam bardzo dużo wysiłku w moje macierzyństwo i szlag mnie trafia i nie wytrzymuję, gdy słyszę jak tacierzyństwo – mimo też sporej wiedzy i myślę, że miłości – traktuje swoją relację!!! Nie ma zgody we mnie na tę równię pochyłą ale tak jak to zostało napisane, od dziś przestaję brać odpowiedzialność za cudze relacje – już na sama myśl robi mi się lżej, ale nie wiem czy wytrwam ?!?

  4. A teraz nie będzie tak słodko, bo mnie ten artykuł dobił.

    Już zaczął się nagłówkiem: „Zazwyczaj matka, ale niekoniecznie”. Ja to odczytałem: „A teraz będzie o tych gorszych rodzicach, choć nie tylko o ojcach”. Na pewno masz za sobą niejeden podręcznik do psychologii; taki nagłówek nie nastawia czytelnika neutralnie.

    Utarło się w naszym tradycyjnym, wygodnym i pielęgnowanym od pokoleń modelu, że to matki zajmują się dziećmi. Tak, „zajmują się”, pielęgnują, dbają. Kiedyś, jak ojciec nie tłukł, to był dobry. Jak nie pił, a przynosił kasę, to był dobry. Jak siedział cicho, to był dobry. Jak nauczył dzieci nie kraść, a tylko „bezterminowo pożyczać”, to był dobry. A dzisiaj? Jak się słucha żony, to jest dobry?

    I znów: „drugi rodzic, zazwyczaj ojciec…” Gosia, co się wydarzyło, kiedy pisałaś ten artykuł, co za butla z gazem wybuchła w domu!? Spadło coś i się potłukło? Że jedno dziecko drugiemu siniaka nabiło?

    Właśnie po raz któryś jestem w trakcie lektury świetnej książki Jacka Nawrota z lat ’80., której tytułu nie podam i nikomu jej nie pożyczę, bo mi nie odda, na półce czeka świeży, prosto z empiku Juul (zresztą prowizja za ten zakup poleciałaby do Ciebie). Wiesz, kto jest „gorszym” rodzicem? Matka, nie ojciec. Nie, ojciec, a nie matka. A może babcia? Dziadek? Nie, raczej wujek. Albo ciocia. W zasadzie to pani. I pan („który mi cię zabierze”). Kolejność przypadkowa, płeć ani wiek nie mają znaczenia. A kto jest „lepszym” rodzicem? Kopiuj-wklej.

    Ta książka daje mi nadzieję, jest dla mnie wielką inspiracją, tak samo jak pewnie za chwilę będzie Juul i jakim jest Twój blog i masa linków, które podsyłasz na fejsie.

    A tu BACH! W tym smutnym Dniu Ojca, w którym w godz. 6-20 musiałem być motywatorem i rozjemcą, przywaliłaś niczym Hitchcock: zaczęłaś od trzęsienia ziemi, a potem napięcie tylko rosło.

    Wybacz, że to mój pierwszy komentarz na Twoim blogu i od razu tak bardzo krytyczny, przy następnych postaram się lepiej, obiecuję, bo przecież czyta się Ciebie świetnie.

    A ten artykuł odbieram jako walnięcie pięścią w stół, żebyśmy sobie nie myśleli, że jest tak miło, jak nam się wydaje.

    1. Bardzo mi przykro, że odebrałeś ten tekst przeciw sobie. Zupełnie nie taki był jego cel. Wręcz przeciwnie, pisałam go do matek. Zwłaszcza tych, które czują się „lepsze”, bo czytają, słuchają, wiedzą. Miał dać im do myślenia.
      Moim celem absolutnie nie było porównywanie rodziców. Chciałam otworzyć oczy na to, że takich porównań dokonujemy i stawiamy oczekiwania bardzo wysokie, bo chcemy dobrze dla dzieci, ale to wcale niedobrze ani dla dzieci, ani dla rodziców.
      Pisałam go też ze swojej osobistej perspektywy, bo sama nie jestem od tego wolna. Słomkę w oku bliźniego tak łatwo dostrzegać.

  5. Zdecydowanie nie odebralam tego jako krytyke ojca, jesli juz jest krytyczny, to wzgledem matki. bardzo wazny artykul. szczegolnie w dniu ojca. Odbieram go nie jako krytyke tego lepszego rodzica. dlstego ze napisany jest tak rozwaznie. jestem lepszym rodzicem. strasznie sie tego wstydze. bardzo staram sie zmienic. ten artykul jest jakby pisany o mnie

  6. Celna obserwacja – rozszerzyłbym. Wiele „poprawiania” siebie na wzajem wynika z modelów rodziny i wychowania wyniesionego z domu. Ale dlaczego zakładać, że poglądy żony na wypuszczanie dzieci „na rowerek wokół domu” (a raczej nie wypuszczanie ich) są jedynie słuszne? Ja mam odmienny punkt widzenia. No i zwarcie i ostrzał. A przymuszanie do jedzenia, a chodzenie wcześnie spać, a, a, a….
    Każde z nas nosi w sobie pewną „pamięć rodzica”, jak sam był wychowywany i w sumie prawie zawsze wydaje mu się on naturalny i dobry też dla własnych dzieci. To są wrośnięte w nas, jeszcze nie wyuczone przez książki instynkty. Jakoś tak wychodzi, że ojcowie zwykle pozwalają na większe ryzyko dzieciom – skocz, spróbuj, zobaczysz, nie bój się, popłyń… a mamy od razu mają ich za nieodpowiedzialnych wariatów.

  7. Proszę Takiego Tam Taty. Proszę się nie przymierzać do wzięcia na siebie ciężaru odbiorcy tego tekstu 🙂 Ten oto tekst, opublikowany w moje osobiste urodziny, jest o mnie, lepszej matce, lepszej – przez małe „l”… i lepszej nie brzmi tu dumnie. Dziękuję Pani Małgosiu, ważne rzeczy Pani pisze. Zdecydowanie błędy popełniamy wszyscy, i zgadzam się, że największe psując osobiste relacje dziecka z jego tatą… Dopiero ten tekst mi to uświadomił. W końcu mój mąż został przeze mnie „wybrany”, znaczy nie może być zły 🙂 Kocha nasz dziecko nad życie, więc nie może chcieć zrobić mu krzywdy. A to, że czasami są jakieś kłody… hm… na drodze „ja – dziecko” też są kłody i to (o zgrozo!) czasem bardzo świadomie rzucane. Tylko te kłody da się pokonać… miłością. Wszystkim Tatom, którzy kochają swoje dzieci życzę wspaniałych owoców tej wyjątkowej miłości. Bo wszystkie – Ryśki, czy nie Ryśki – to fajne chłopaki!

  8. Niby człowiek wie, że w podobnej sytuacji jak on jest wielu, ale czasme dobrze „poczuć” tych wielu koło siebie. Od roku walczę z mężem o przeczytanie książki, która ma mu „pomóc” w byciu „lepszym” rodzicem. Podsuwam, kłócę się, wygrywam w zakładach obietnicę przeczytania i co? I nic. My mamy więcej nieporozumień, a jego relacje z dziećmi mimo wszystko jakoś się układają. I to nawet bardzo dobrze.. Tata Kocha dzieci, dzieci Kochają tatę. Podknięcia są wybaczane, czasem kwitowane odpowiednim tekstem pięciolatki 😉
    Wiem, że nie odpuszczę zupełnie, ale.. po przeczytaniu akrtykułu wiem też zmienię taktykę na bardziej zdystansowaną 😉
    Dziękuję.

  9. Dziękuję za ten tekst. Też mocno dbam o relacje z dziećmi, edukuję się itp. I wytykam mężowi błędy 🙁 Bardzo mądre ujęcie, pomogło mi zrozumieć, że to nie moja relacja, tylko JEGO. On ma inny temperament, inny jest po prostu, więc i relacje z naszymi dzieciakami będą inne. A ja mogę być tą od „tłumaczenia, długich rozmów i wyważonych opinii”. On jest od pokrzyczenia, szaleństwa wieczornego i wyraźnych granic. I nie tylko. Dzięki! 🙂

  10. Pani Małgosiu. witam serdecznie…sama nie wiem od czego zacząć..
    przeczytała bloga od deski do deski 🙂
    Każde słowo chłonęłam jak gąbka…to, że powinna Pani wydać książkę, potwierdzam bezapelacyjnie…czyta się świetnie.. choć sam wydźwięk czasem mnie poruszył, czasem rozbawił, czasem zasmucił, czasem zaskoczył…

    Jestem matką, która pierwsze dziecko wychowywała „poradnikowo” ..masakra…
    i choć zraziłam się do tej formy szukania pomocy, pani blog trafił w moje serce..
    przy drugim dziecku kieruje się więcej intuicją, choć nie brakuje potknięć..
    niemniej czytając pani posty czuje niesamowita siłę i motywację, że macierzyństwo może być czasem nie tylko męczące, wyczerpujące, ale też daje niesamowitą satysfakcję i tego mi brakowało w moim rodzicielstwie…

    pzdr serdecznie.. nowa czytelniczka Gosia

  11. Chciałabym się podzielić z wami tym co mi pomogło stać się lepszą mamą- wyrozumiałą, spokojną i najlepszą dla moich dzieci. Kiedyś nie słuchałam swoich dzieci i wydawało mi się że to one mają słuchać mnie. Moje dzieci były smutne i odniosłam wrażenie że się mnie boją, a ja powielam schematy z mojego dzieciństwa i zachowuję się jak moja mama, choć tego właśnie nie chciałam. Jak szukałam dla siebie pomocy to trafiłam na Nagrania z Afirmacjami,,Bądź wspaniałym Rodzicem,, i choć na początku podchodziłam do tego rozwiązania sceptycznie to zauważałam z dnia nadzień zmiany w moim zachowaniu na lepsze. Dziś mogę powiedzieć że dzięki tym nagraniom jestem szczęśliwą mamą szczęśliwych dzieci! Dopiero teraz macierzyństwo daje mi taka satysfakcję o jakiej zawsze marzyłam. Pozdrawiam Cię serdecznie i wszystkie mamy. A jeśli chciałabyś spróbować tych nagrań to podaje link gdzie można je znaleźć: http://goo.gl/fNy0Ju
    Naprawdę polecam.
    Lena

  12. Jakbym czytała o swojej rodzinie …trochę to dołujące 🙁 Dużo dało mi do myślenia to, że to nie są moje relacje Tylko i wyłączni ich , ojca i dziecka Już przerabiam w głowie scenariusze jak sie zachowam i jak sie nie zachowam następnym razem gdy Mąż zrobi cos inaczej niż ja bym chciała 🙂

    pozdr.

  13. Sama nie wiem czy podobało mi się to co przeczytałam czy nie… Mam mieszane uczucia. Z jednej strony rzeczywiście skłania do refleksji nad moim zachowaniem mimo tego, że dziecię bardzo małe konflikt tego typu na dobre się nie zaczął. Jednak jedno mi się nie podoba-znowu na barki kobiety spada jeszcze w dodatku odpowiedzialność za dobre relacje w domu. Tz-kobieta czyta, poświęca swój czas, stara się bo naprawde tak jej zależy na wychowaniu szczęśliwego, pewnego siebie człowieka. Też by miała ochote walnąć się przed telewizor, wypić kieliszek wina, zrobić sobie długą kąpiel. Wybiera dokształcanie się. A druga połowa ma „intuicje” i nic sobie z tego nie robi. I mimo tego, że kobieta się gotuje w środku, nic ma nie mówić, bo to „jego relacja”. Szkoda, że tak mamy patrzeć. Bo ja bym chciała, żeby moi rodzice nawzajem motywowali się do lepszego zachowania. I jak to ma byc? Matka ma świetną relację a ojciec nie ma relacji? Bo jak sobie pościelisz tak się wyśpisz? Tak ja to odebrałam.W artykule jest mowa o późniejszych rozmowach a nie przy emocjach. Takie późniejsze rozmowy też wywołują emocje. Takie same. Wiem z doświadczenia.

    1. troche wg mnie ten komentarz hmm generalizujacy. moj biedny maz miewa jeszcze mniej czasu niz ja 🙁 czesto nadrabia po nocach, nie ‚uwala sie przed tv” to raczej moje ulubione zajecie 😛
      co do tego czy sie zaglevia w to i tamto…no trudno 🙂 moge mu podpowiedziec, zdac relacje, opowiedziec, a przy okazji rozmowa 🙂
      i za to jego intuicje mu dziekuje 😀 on mi podpowie, doprowadzi do pionu i na odwrot :)kazde dziecko jest inne, nikt nie zna go lepiej niz my! 🙂 a nie pod linijke, bo Juul czy moze T.H. tak a nie inaczej napisali. pozdrawiam i wiecej luzu zycze 🙂

    2. >>>dopierocomamama

      We mnie podobnie jak w Tobie rezonuje ten tekst Gosi. A zarazem krąży nade mną widmo perfekcjonizmu, doskonalenia się i udoskonalania innych. Niby juz o tym wiem, czasem się hamuję, a nawet wiem z czego to wynika, jednak na co dzień zazwyczaj potykam się o tę swą „lepszosc ” wciąż i wciąż. Może właśnie dlatego odbieram tak ten tekst? Poprzez pryzmat właśnie swojego krytycyzmu i perfekcjonizmu? Może biorę odpowiedzialność za wszystkie relacje rodzinne na siebie?
      Przeczytam raz jeszcze za jakiś czas i sprawdzę.
      Pozdrawiam sedredecznie

  14. na poczatek dziekuje Anicie 🙂 bo dzieki bycblisko.pl tu trafilam.
    dziekuje za wpis 🙂 otworzyl mi oczy i postaram sie do niego wracac jak rowniez zagoscic tu na dluzej 🙂
    jakby o mnie napisany. mam tylko za male dzieci na spory. to wszystko przedemna 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *