Żuk gnojowy

Jakim rodzicem jesteś? A gdyby twoje rodzicielstwo reprezentowało dowolne zwierzę, które by to było?

W ciąży wolałabym być konikiem morskim – wizja wydającego potomstwo na świat mężczyzny wydaje mi się wtedy niebywale pociągająca.
Jednak możliwości jest wiele. Internet obiegają teraz co i rusz jakieś zabawne obrazki czy filmy pokazujące rodzicielstwo zwierząt.
A to panda, która nagle z przestrachem uświadamia sobie, że nie widzi swojego dziecka.
A to niedźwiedzica, która bez zbędnych ceregieli prowadzi młode ośnieżonym zboczem.
A to kuoki, które rzekomo w razie zagrożenia rzucają potomstwem w drapieżnika, by dać sobie czas na ucieczkę.
Czy wreszcie gorylica, bezskutecznie usiłująca namówić swoje dziecko na porzucenie zabawy i podążanie za mamą.

A ja jestem gnojowym żukiem.
Wiadomo – zbieram to, czego nikt nie chce. Odchody, butwiejące liście, stare grzyby. Żywię się tym, ale i zabieram z powierzchni, umieszczając w wykopanych przez siebie korytarzach. Sprawiam, że to nikomu niepotrzebne staje się cennym nawozem. Sprzątając czynię nową jakość.
Ba! Ja nawet ten swój gnój umiem wykorzystać jako klimatyzator, gdy dokucza mi temperatura.

W owadzim świecie jestem trochę freakiem –  nie idę w ilość, lecz w jakość – składam mniej jaj, niż zazwyczaj czynią owady, a potomstwem opiekuję się w duecie z samcem. Moja kulka gnoju stanowi ich wikt i opierunek.

Mam wreszcie twardą skorupę, która chroni moje delikatne skrzydła w chwilach, gdy z pasją ryję w ziemi. W tym swoim niewdzięcznym zadaniu jestem najzwyczajniej w świecie piękna – połyskująca, mieniąca się kolorami.

Tak właśnie widzę swoje rodzicielstwo – jak przekształcanie kulki w coś nowego, dobrego, przynoszącego korzyść.
Mój gnój – trudne doświadczenia, raniące słowa, niewspierające sytuacje. Wszystko, czego doświadczałam w życiu, a czego nie chciałam wcale dostać. Te odpady, zgniłki, śmierdzące jaja, przerzucane z pokolenia w pokolenie jak w dziecięcej zabawie “Piłka parzy!”.
Mogę usiąść na tej kupie i załamać swoje żucze rączki. Mogę omijać ją z daleka, uciekać od niej – a ona będzie wciąż mnie gonić.
Albo mogę wziąć ją jako zasób, utaczać z niej malutkie, dostosowane do moich możliwości kulki i przerabiać je tak, by były lekkostrawne dla dzieci. By służyły im już za mięciutkie posłania i pożywny pokarm dla ducha.
By syciły i odżywiały, dawały energię i moc.

Każdego dnia na nowo, sprzątam to, czego nikt nie chciał, by zostawić świat nieco piękniejszym.

 

Foto: Ze zbiorów Unsplash

8 myśli na temat “Żuk gnojowy

  1. To chyba jeden z najpiękniejszych tekstów o rodzicielstwie, jakie czytałam. Dziękuję za nieustanną inspirację!!

  2. Ale miałaś natchnienie. Prawdziwy intuicyjny flow jaki się miewa w środku nocy, kiedy wszyscy inni śpią. Na całe szczęście ten żuk gnojowy taki piękny. I mogę odważnie stanąć obok Ciebie i powiedzieć, że halo też jestem rodzicem, nie muszę tego udowadniać, to w takim razie też jestem piękna. Dziękuję, że napisałaś dla mnie, że jestem piękna. Napisałaś dla nas, że jesteśmy piękni.

  3. Wczoraj przeczytałam jak tylko się ukazał dziś musiałam jeszcze raz. Dzięki Gosiu za Twoją żuczą robotę. Wspiera mnie świadomość, że jest taka Gosia do której można się zwrócić i ona zrozumie i podpowie. Trochę jesteś dla mnie terapeutką. 🙂 Dziś rozmyślałam jaka jestem szczęśliwa, jestem szczęśliwą mamą, żoną też 😉 wiele zawdzięczam Tobie między innymi, lekcjom, wpisom, słowom. Kiedyś myślałam, na początku drogi rodzicielskiej, że jedyne co zmieniło się w moim życiu to wieczne wkurzenie i niewyspanie. Byłam wkurzona. Teraz po 4 latach jestem spokojna. Widzę swoją zmianę, jak rodzicielstwo mnie zmienia, jak robi ze mnie lepszego człowieka. Ogromnie cieszę się z tej zmiany – bardzo jej potrzebuję. To praca ciągła, bezustanna ale jaka perspektywa – kim będę za kolejne 4 lata?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *