Z wielką odwagą

okladka-daringgreatly-sklad2a-opaska.cdr

 

Brene Brown* “Z wielką odwagą”

Są takie książki, które zmieniają życie w spektakularny sposób. Czyta się je, wykrzykując w duchu co chwilę “Tak, czułam to!” “Oczywiście!” “Teraz rozumiem!” itd. A potem odrywa się od książki wzrok, wiedzie nim, nieco jeszcze rozbieganym, po otoczeniu, i nic już nie jest takie samo.

To nie jest taka książka. Nie dla mnie.

To raczej książka, której lektura zasiała pewne ziarenko, a ono potrzebowało czasu, żeby wykiełkować. Przeczytałam ją jakiś czas temu i mam poczucie, że dopiero po upływie kilku miesięcy zaczęła pracować we mnie, dając odwagę do zmian, do przezwyciężania obaw, do odkrywania tego, co we mnie najdelikatniejsze i jednocześnie bardzo autentyczne.
Za każdym razem, gdy chcę się wycofać z jakiejś sytuacji, bo boję się, że zrani ona moją wrażliwość; gdy chcę się zamknąć i odciąć od tego, co przeżywam, bo wydaje mi się to zbyt bolesne – wracam myślami do tej książki. Do tego, jak definiuje odwagę.
Umieszczam ją tutaj, choć nie jest książką rodzicielską – jednak bycie rodzicem to zajęcie, którego nie pełni się w określonych godzinach, po upływie których odkłada się rolę i wraca do domu. Bycie rodzicem często jest doświadczeniem najbardziej konfrontującym nas z naszą wrażliwością. Wymagającym odwagi takiej, o jakiej pisze Brene.
I jeszcze to, że jeśli nie przyjmiemy własnej wrażliwości, nie będziemy zdolni zaakceptować tej dziecięcej.

Nie mam jej na własność. Jeszcze. Są bowiem książki, które chcę mieć koniecznie i sięgać do nich często, i odkrywać wciąż coś, co umknęło poprzednim razem.
To jest taka książka.
*Dziękuję Ani za polecenie

Powrót do poprzedniej strony