Wasze Wspierające Historie #7

Po południu starszy syn od babci przywiózł dwa jajka niespodzianki. Cieszą się razem z siostrą, razem odwijają sreberka. Starszy otworzył pierwszy, farbki, dramat, rozpacz i płacz. Nie chce ich, bo już takie ma, i to nie jest fajne. Do młodszej mówi tak:

„A jak ty będziesz mieć samochodzik, to mi dasz?”

Ona się zgadza, otwiera, a tam, (dramatyczna pauza), samochodzik, starszy uratowany, ale młodsza zmienia zdanie i nie chce dać samochodzika. Płacz rozpacz i rozdzieranie szat w pakiecie. Już w duchu przeklinam producenta tej podstępnej słodkości. Ale kolejny raz zdobywam się na mediacje. Wyrażam punkt widzenia starszego i potem młodszej (że zmieniła zdanie), na koniec (nie wytrzymałam i) dodaję kilka zdań z własnego punktu widzenia, że te jajka prawie zawsze mają nie taką zabawkę, jaką dziecko by chciało (opanowuję komentarz, że to wymysł szatana). Zapada krótkie milczenie, zakłócane szlochem starszego. Po czym młodsza wyciąga rękę z samochodzikiem i tekstem: „Psypomniałam sobie, psecies ja nie jubie samochodów, dawać mi tu fajby.” Ot i cud popołudniowy. Oczywiście chwalę, że potrafią tak szybko rozwiązać sprawę, a w duchu wybaczam, a nawet jestem wdzięczna producentowi za ten podstępny wyrób, bo dzięki temu moje dzieci mają na czym ćwiczyć rozwiązywanie problemów zdawałoby się beznadziejnych. Ja też ćwiczę, cierpliwość i zdolności mediacyjne. Uff.

Wszystko zostało zrelacjonowane tacie, (żeby wiedział czym żyjemy – family update) i dla możliwość kolejnego pochwalenia dzieci oczywiście.Dorota

 
PRZECZYTAJ POZOSTAŁE HISTORIE