Wasze Wspierające Historie #1

Moja sześciolatka choruje ostatnio na własne zwierzątko.
Popada w zachwyt na widok kotów maści wszelkiej, świecą jej się oczy na widok króliczków. Kuszą chomiki, ptactwo kolorowe. Nie żebym nie lubiła zwierząt, ale mamy już w domu jedno. Nie chciałam brać sobie na głowę kolejnego pupila, ale w przypływie wspaniałomyślności i przyznam szczerze, lekkiego impulsu zgodziłam się na rybkę. Zbliżał się nieuchronnie termin spełnienia danego słowa. Zaczęłam zasięgać języka i dowiedziałam się, że akwarium kula, bez pompki to średnio przyjazne środowisko nawet dla najmniejszej rybki.

Czekała mnie poważna rozmowa z Zu. Nie łudziłam się, że będzie lekko. Wyszłam od jej uczuć i potrzeb: że pragnie, że cieszyła się na to, że planowała imię dla nowego lokatora. Powiedziałam, czego dowiedziałam się o potrzebach rybki. Z każdą minuta rozmowy mała rozklejała się coraz bardziej. Wzbierała w niej złość, rozczarowanie, smutek. Nazywałam kolejno jej uczucia, przeplatając jak mantrę treść, ze nie chce i ona w głębi duszy na pewno też, by zwierze cierpiało i źle się u nas czuło. W pewnej chwili jej złość była tak duża, że odeszła ode mnie
i płakała w oddaleniu. Zapytałam, czy podejdzie się przytulić. Padło wiele zarzutów z jej strony: że obiecałam, ze nie dotrzymuje słowa, że opowiedziała już o rybce wszystkim dzieciom i wyjdzie na kłamczuchę… Ale, nie to najważniejsze, bo takiego obrotu sprawy się spodziewałam. Liczyłam, że usłyszawszy moje nie dla rybki rozpłacze się, pogniewa na mnie, dowali, że jej nie kocham (ostatnio ulubiony tekst), ze zły humor i dąsy zdominują popołudnie.

Tymczasem moja córka, trwając przy mym boku, mówiła: Jestem taka zła, ze mam ochotę Ci powiedzieć, że cię nie kocham, i nigdy się do ciebie nie odezwać. Mam ochotę być cały czas smutna i nie będę już nigdy chciała się z Tobą bawić. Po raz pierwszy zdarzyło się, że tak obrazowo i opisowo nazwała negatywne emocje wobec mnie. Czułam się beznadziejnie z tą decyzją, ale uznałam, że nie powinnam ulec jej prośbie. Na przemian mówiłam o jej rozczarowaniu i domniemanym samopoczuciu rybki w szklanej kuli. Powoli żal ustępował, a Zu zaczęła zastanawiać się, jak wyjaśni brak rybki koleżankom, jeśli ją odwiedzą.

Wpadłam na pomysł, ze zrobimy akwarium na niby. Jeszcze nie wiedziałam jak, ale uznałam, że pomysł skrystalizuje się w trakcie realizacji. Zu nieśmiało zainteresowała się szczegółami. Wszystko rozeszło się po kościach, wrócił nam dobry nastrój. Wieczorem,
a właściwie w nocy już, krotko przed zaśnięciem podczas przeglądania fb spadło mi jak manna z nieba zdjęcie z IKEI – dokładnie w naszej stylistyce i odpowiadające na nasze rozważania na ww. temat. Zasypiając z uśmiechem na ustach, rozmyślałam, jak zaskoczyła mnie dziś pozytywnie moja córka. Jak dobrze poradziła sobie z moją odmową, nie tłumiąc jednocześnie swoich odczuć i nie obrażając moich. I choć uważam siebie za bardzo nieidealna i chaotyczna nieco matkę, byłam tez odrobinę dumna z samej siebie. Monika

 
PRZECZYTAJ POZOSTAŁE HISTORIE