Teraz albo nigdy

– Przestań w końcu jęczeć i marudzić! Czy ty zawsze musisz się buntować, nie możesz po prostu przyjąć tego, co ci mówię, i zrobić tak, jak ja chcę?! – rzucam tonem nieprzyjemnym, pełnym złości, pretensji i oskarżenia.

W odpowiedzi widzę dziecięce oczy wypełnione zdumieniem, smutkiem i strachem. Zapędziłam się, myślę, nie trzeba było tak ostro, można przecież wytłumaczyć, powiedzieć spokojnie i rzeczowo. Postanawiam sobie, że następnym razem tak właśnie zareaguję. Będę łagodniejsza, powiem o swoich potrzebach, zauważę to, co dla dziecka ważne.
Sytuacja jakoś się rozmywa, okazja na “następny raz” pojawia się oczywiście całkiem szybko…a ja znów reaguję tak, jak poprzednio. Tak, jak nie chciałam i obiecywałam sobie, że następnym razem zrobię inaczej. Nic się nie zmienia.

Dzisiaj już wiem, że nie zmienia się i raczej się nie zmieni, jeśli nie zacznę od teraz. Nie: kiedyś. Nie: następnym razem. Musi zmienić się teraz, tutaj, w tej chwili – choćby miała to być malutka zmiana, delikatna, częściowa, bo może na większą na razie nie jestem gotowa.

To sprawia, że wracam do tych sytuacji, nawet gdy zaczynają się rozmywać, emocje opadają i wszystko wydaje się być już dobrze.
– Widziałam, że to nie było dla ciebie przyjemne, gdy mówiłam w taki sposób. Ja też nie czułam się z tym dobrze, nie chcę tak mówić, chcę widzieć to, co dla ciebie ważne i reagować spokojniej. Chcę cię teraz przeprosić za to, że mówiłam tak ostro i nieprzyjemnie – nie powinnam i nie chciałam tak.

Jakimś dziwnym sposobem im starsze dziecko, tym trudniej jest mi wspinać się na wyżyny. Wracać i przepraszać. Jakoś łatwiej – nie wiem, dlaczego – czekać, aż się rozejdzie po kościach. Pamiętam jednak, że to zwodnicza droga, droga donikąd, i pokonuję swój opór. Wracam, nawet jeśli na ochłonięcie potrzebuję paru godzin, po których wspomnienie minionej burzy staje się wyblakłe i już tak nie przynagla do wyprostowania sytuacji.

Wracam, bo to pomaga mi dokonywać zmiany. Ok, teraz potrzebowałam kilku godzin. Następnym razem ten czas się skraca, jeszcze następnym jestem gotowa na prostowanie zaraz po tym, jak postawię kropkę po ostatnim raniącym zdaniu i widzę te pełne smutnego zaskoczenia oczy.
W którymś momencie jestem w stanie przerwać swój nieszczęsny wywód i wskoczyć na inne tory, te upragnione.
A w końcu jakiegoś pięknego dnia mogę zatrzymać się na jedno uderzenie serca i świadomie wybrać drogę, do której zawsze tęskniłam już po. Mogę zagłuszyć w sobie te podszepty pełne moich bolesnych emocji, zniecierpliwienia, i zareagować z innego poziomu.

To długa droga, która zaczyna się tu i teraz. Albo nigdy.
A ja codziennie mam okazję podążać nią na nowo.

 

 

Foto: Pixabay.com

SPODOBAŁ CI SIĘ TEN ARTYKUŁ?

Jeśli tak, dołącz do newslettera i otrzymuj prosto na swoją skrzynkę powiadomienia o nowych wpisach oraz wyjątkowe treści dostępne tylko dla subskrybentów!

Dołącz teraz

29 myśli na temat “Teraz albo nigdy

  1. Mój Boże, jak mi było to potrzebne. Dziękuję za ten wpis. Czasami bywa bardzo, bardzo ciężko – zmęczenie, obowiązki, niezaspokojone własne potrzeby na najbardziej podstawowym poziomie (głód, sen) i … w tym wszystkim moja dwuletnia córeczka, która potrzebuje matki tu i teraz. Matki, nie sfrustrowanej obcej, czasami wrzeszczącej baby, której się zwyczajnie boi. Codziennie na nowo uczę się cierpliwości i rozumienia, codziennie jest lepiej, ale czasami trudno nalać z pustego kubka… Pozdrawiam.

    1. Jak zwykle wpis dający dużo do myślenia. Niestety, to często złość próbuje przejąć kontrolę i jeszcze bardziej niestety czasem to jej się udaje.

    2. Skąd ja to znam… Myślę, że zazwyczaj przyczyną jest po prostu nasz pusty kubek, którego nie zdołaliśmy/zdążyliśmy napełnić przed spotkaniem z dzieckiem. Nasze (rodziców) potrzeby są równie ważne, a że czasami nie mamy możliwości ich zaspokoić (jesteśmy niewyspane/i, a akurat nie mamy pod ręką nikogo, kto mógłby się zająć naszym brzdącem), to narasta w nas frustracja. Jedyne rozwiązanie, które tu podałaś Małgosiu, to praca, praca, praca…. Nad sobą i swoimi odruchami… Kurcze, szkoda tylko, że ta praca jest czasem taka ciężka. Dziękuję za kolejny inspirujący wpis i pozdrawiam

    3. ja się zastanawiam, czy z pustego można w ogóle nalać. Mam wrażenie, że często odkładamy swoje ważne potrzeby niezwiązane z dziećmi – na drugi plan. Tymczasem doładowywanie się, szukanie mozliwości bycia z innymi dorosłymi lub samym sobą bez konieczności bycia dla dziecka, jest ogromnie ważne dla równowagi psychicznej. Bardzo.

  2. Kiedy moja córka (lat 5) przychodzi z przeprosinowym całusem, zawsze mnie pyta: ” a Ty mnie przepraszasz ?” To właśnie jest ten moment, kiedy mam możliwość przyznać się do słabości, do niezapanowania nad własnymi emocjami i oczywiście mówię o tym i przepraszam. Mam nadzieję, że tak jak napisałaś Małgosiu, dotrę w końcu do momentu, kiedy moje postępowanie w podbramkowych sytuacjach będzie świadome i całkowicie przemyślane.
    Pozdrawiam.

    1. Nie wiem, czy zawsze i całkowicie, ale tak – wytężoną pracą można zmienić schematy reagowania w trudnych sytuacjach. Powodzenia!

  3. Małgosiu,kiedy czytam Twoje wpisy, to tak jakbym czytała o sobie…Dziękuję Ci za otwartość. To dla mnie niesamowicie budujące, że osoba, która zajmuje się uczeniem rodziców jak lepiej komunikować się z dziećmi ma też swoją drogę do przejścia…
    Dla mnie najgorsza jest ta pretensja w moim głosie, która pojawia się coraz częściej w stosunku do starszej córki, w miarę jak ona jest coraz większa…Co za cholerny mechanizm…Ok, czyli następnym razem zaczynam zmianę od razu 🙂 Dziękuję jeszcze raz 🙂

  4. Bardzo dziękuję! Małgosiu Twój blog jest życiowy prawdziwy i szczery. Najczesciej wstyd nam się przyznać do pewnych zachowań tkwimy w kulcie idealnych rodziców co złego to nie my.to niesamowicie budujące ze mamy takie same problemy i inspirujące do zmian. Twój blog to ludzki obraz rodzicielstwa. I za to Ci dziękuję.

    1. I dlatego ogromną wartością warsztatów, o której to wartości mówią sami uczestnicy – jest możliwość skonfrontowania się z własnymi wyobrażeniami nt. rodzicielstwa i poczucie wspólnoty doświadczeń. Wszyscy jesteśmy bardzo podobni w gruncie rzeczy 🙂

  5. Pingback: Podaję dalej!
  6. Tym wpisem przypomniałaś mi, że mam taką niedomkniętą sprawę od przedwczoraj. Kusiło mnie już, żeby zamieść pod dywan i nie wracać do tego, ale teraz mam motywację by jednak wrócić, przeprosić, powiedzieć, co czułam i wysłuchać. Myślę, że Twoje TU i TERAZ zostanie ze mną na długo. Bardzo to uwalnia z lęku przed kolejnym niewłaściwym automatycznym zachowaniem.

  7. Chyba będę to czytać codziennie. Zaskoczyło mnie, ze im starsze dzieci tym trudniej przepraszać ale pewnie tak jest niestety. Ja mam wrażenie że moja córka to studnia bez dna

    1. Nie wiem, czy to jakaś ogólna zasada. Ja widzę u siebie, że mi jest coraz trudniej, choć spodziewałabym się, że będzie właśnie odwrotnie – w końcu nabieram wprawy.

  8. Bo od kogo nasze dziecko ma się nauczyć przepraszać? I przecież nie za pół roku.
    Od nas. Tu i teraz.

    Być może dzięki własnym doświadczeniom mam łatwość przepraszania
    i przyznawania się do błędu/ów.
    Akurat ten temat dobrze pamiętam z własnego bycia nastolatką.
    Im dłużej czekałam, tym trudniej było mi rodziców przeprosić.
    Jako matce jednak łatwiej mi to zrobić, gdy opadną moje emocje, czyli jednak później. Nie czekam jednak zbyt długo, chociaż im jestem starsza, tym trudniej mi się wyciszyć…

  9. Każdego dnia gdy odbieram mojego chłopca z przedszkola powtarza się scenariusz. Ja staram się ze wszystkich sił przekonać syna, żeby się ubrał, a on z uporem jaki tylko dziecko zna robi wszystko by siedzieć na tej ławeczce nadal. W zasadzie to może i chciałby już stamtąd wyjść ale samo ubieranie chyba go przerasta. I to nie dlatego, że nie potrafi, że trudno, bo jestem obok i oferuję pomoc. Po prostu jest milion rzeczy które on musi zobaczyć, powiedzieć, przemyśleć dokładnie w tej chwili kiedy już prawie zaczął się ubierać. I tak siedzimy co dziennie na tej ławeczce, aż w końcu nie wytrzymuję i zamieniam się w potwora. Wyrzucam mu z pretensją, że dlaczego zawsze to tyle trwa, zawsze się grzebie, że inni już dawno poszli, a my jak zwykle nie. I mówię to takim tonem jakiego ja nie chciałabym słyszeć od nikogo. I czasem chce mi się płakać. I widzę coraz bardziej przestraszoną minę, łzy w oczach, słyszę rozpacz kiedy mówi „mamo, ja się wcale nie grzebię”. I wiem już, jak bardzo go zraniłam, wiem, że powiedziałam coś strasznego, czego nigdy nie chciałam powiedzieć. I przeważnie go wtedy przytulam i przepraszam za to, że wybuchłam, że skrzywdziłam, że ja nie chcę tak robić, czasem po protu nie mam siły. Niestety nie zawsze tak jest. Najgorsze jest to, że czasem, kiedy już wiem, że moje zachowanie było okrutne, że muszę przeprosić, że muszę naprawić, ukoić, nie robię tego z prostego powodu. Moje dziecko ze strachu, z żalu, zaczyna się ubierać.

    1. Myślę i myślę, co napisać – nie chcę na siłę pocieszać, a jednocześnie chcę zapewnić, że zawsze można sytuację naprostować. To, że się dostrzega swój błąd, jest pierwszym krokiem do zmiany. Pomocne też może okazać się przeanalizowanie sytuacji na spokojnie i podjęcie działań profilaktycznych – co można zrobić, aby nie dojść do momentu, w którym nie radzimy sobie z własnymi emocjami?

      Powodzenia!

  10. Zawsze po takich trudnych sytuacjach chodzę struta przez cały dzień. Ten potwór, który ze mnie wychodzi w chwilach bezradności przeraża i moje dziecko i mnie samą… Czuje się bezsilna. Proszę o podpowiedź: co ja mam robić, żeby nakłonić moją córkę (4,5 l) do sprawnego wyjścia rano do przedszkola… budzenie jej trwa 20 min (a i tak zanim otworzy oczy kilkakrotnie usłyszę, że jestem głupia, że ona chce spać, że mam sobie iść itd…), zanim zacznie się ubierać to jeszcze MUSI się czymś pobawić… zamiast myć zęby zaczyna bawić się w łazience w nalewanie wody do kremów itd. (ja w tym czasie muszę nakarmić syna 12 m-cy)… itd. itd. Po prostu ona kompletnie nie ma ochoty ze mną współpracować. Młodszy syn marudzi, bo jego czas na drzemkę się zbliża, moja frustracja narasta… wybucham, ona zaczyna krzyczeć i płakać – rozpacz totalna… zawsze spóźniamy się do przedszkola na śniadanie, ona wchodzi do przedszkola płacząca i rozdrażniona, ja wracam do domu i ryczę w poduchę z bezsilności. Oczywiście próbowałam ją wcześniej położyć spać i wcześniej budzić, ale to się nie udaje – wieczorem jest tyle ciekawych zajęć, że nie ma szans… Oczywiście są też lepsze dni, ale te złe powtarzają się często. Myśl, że za chwilę wracam do pracy i do przedszkola będę musiała ją zawieźć jeszcze wcześniej, mnie przeraża.. pomocy! 🙂

    1. Warto zacząć od porozmawiania z córką. „Trudne są te nasze poranki. Widzę, jak ci trudno wstawać i ubierać się do przedszkola. Chyba nie lubisz tego pośpiechu, co? Masz jakiś pomysł, co by nam obu pomogło?”
      Dzieci genialnie potrafią znaleźć rozwiązania sytuacji, których są podmiotem 🙂

      1. Próbowałam już tego… no może nie tak łagodnym tonem… brzmiałam raczej bardziej rozpaczliwie 🙂 no nic, spróbuję inaczej. Dziękuję.

        1. To powinna być rozmowa na spokojnie. Nie w czasie wychodzenia. Taka rozmowa, w której jest czas na to, żeby ona opowiedzała, co jej nie pasuje, i została wysłuchana. A potem szukanie rozwiązan – nawet najbardziej absurdalnych (nie wstaję rano), z których dopiero wybierzecie te, które są realne.

  11. A ja odnajduję tu siebie, ale w relacji z… mężem. Kiedy już nie mam siły wychodzi ten potwór i eskaluje wspólną złość. Zaczęłam próby wprowadzenia opisywanego tu języka do naszych rozmów, ale potrzeba czasu na wyrobienie dobrych nawyków. A potem będę czekać aż neurony lustrzane zrobią swoje 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *