Nie mam potrzeby karać

No, naprawdę. Nie, że usłyszałam o wychowaniu bez kar i sobie wkręciłam, że to fajne, albo taki lans, albo że mi imponuje Kohn, Stein, Juul czy jakiekolwiek tam jeszcze nazwisko (nie mówię, że nie imponuje, ale to nie nazwiska są wyznacznikami moich relacji z dziećmi). Po prostu nie mam takiej potrzeby i za każdym razem, gdy oprę się pokusie wyładowania na dziecku (bo akurat takie pokusy miewam nierzadko), to jestem pod wrażeniem, jak to fajnie rezonuje między nami. Tworzy porozumienie.

(więcej…)

Czytaj więcej