Jak sobie radzić z trudnymi zachowaniami dzieci?

Trudne dziecięce zachowania są… trudne.

Tak odkrywcze stwierdzenie warto okrasić dobrą radą. Albo i dwiema.

Jak sobie z tymi trudnościami radzić? W telegraficznym skrócie warto zrobić dwie rzeczy.

Rzecz pierwsza:


Zdobyć informacje. Czy to, co robi/czego nie robi dziecko, jest tzw. rozwojową normą? Jeśli ma ok. 9 miesięcy, może nie chcieć odstępować rodzica ani na krok.  Jeśli ma dwa lata, naturalna będzie jego niechęć do dzielenia się i epatowania słowem nie.  Jeśli ma trzy, może pozostać niewzruszone wobec argumentu, że kiedy tylko mama uśpi jego młodszą siostrzyczkę, przyjdzie się z nim pobawić – i mimo tłumaczeń domagać się obecności rodzicielki tu i teraz, natentychmiast. Jeśli nie ukończyło dwudziestu pięciu, może mieć mniejsze bądź większe trudności z ekspresją emocji. Jeśli… – i tak dalej i tak dalej. Mnóstwo uwarunkowań, które warto choć w części poznać i upewnić się, że nasze dziecko mieści się w granicach jakkolwiek rozumianej normy.
Informacje warto mieć i warto ich szukać, pytać, czytać, chodzić na warsztaty i nie ustawać w zdobywaniu wiedzy.
A jednak czasem informacje nie wystarczą. Przychodzi taki moment, gdy rodzic, zniechęcony i przeczołgany dziesiątą w ciągu przedpołudnia hecą z dzieckiem w roli głównej, powie: Basta. Wiem, że rozwój, emocje, potrzeby, że niedojrzałość, neurobiologia, impulsy itd., ale dłużej nie dam rady.

I wtedy warto zrobić tę drugą rzecz. Ściśle mówiąc, warto ją robić wcześniej, zanim się wyjdzie z domu, trzaskając drzwiami i szlochając z bezsilności – ale gdyby ktoś nie zdążył/zapomniał, to teraz właśnie jest ostatni dobry moment.

Rzecz druga:


Zająć się sobą. To bardzo pojemny wór i im dłużej jestem mamą, widzę, że warto zaglądać do niego głęboko. Owszem, klasyczna kąpiel lub zaszycie się na trochę dłużej z książką może być pomocne, ale bywa, że nie wystarcza. Że potrzeba czegoś więcej.
Być może odnalezienia tego, co nas doładowuje, relaksuje i odpręża nie tylko doraźnie, ale dając siłę spokoju na dłużej. Być może zastanowienia się, dlaczego do białej gorączki doprowadza mnie bałagan w dziecięcym pokoju i czy rzeczywiście jedynym rozwiązaniem jest to, w którym dzieci posłusznie sprzątają, czy też bardziej owocne dla obu stron byłoby rozprawienie się z jakimiś rodzicielskimi przekonaniami?
Być może potrzebne będzie stawienie czoła swoim lękom i obawom o dziecko (na kogo ono wyrośnie, co z nim będzie, co jako rodzic mam robić, by mu pomóc?).

Ale może nie musi być tak głęboko. Może być tak, że wiem, że moje dziecko nie potrafi w danym okresie życia porozumiewać się spokojnie, tylko zaczyna od żałosnego zawodzenia – nie mam obaw związanych z jego rozwojem, ja po prostu nie wytrzymuję tych upiornych dźwięków. I mogę szukać sposobów na to, by dziecko przestało zawodzić, ale o wiele skuteczniejsze w życiu okazuje się jednak znalezienie w sobie sił na wspieranie dziecka.
Wiem, że tą radą wzgardzi wielu z Was, a jednak w obliczu swoich własnych doświadczeń oraz setek godzin warsztatów i mnóstwa rozmów z rodzicami, wydaje mi się ona najbardziej sensowna. Naprawdę, łatwiej jest zawrócić Wisłę niż kazać dzieciom przestać być dziećmi z całym inwentarza dobrodziejstwem. Łatwiej jest – mimo wszystko – znaleźć sposób dla siebie na to, by być wsparciem dla dziecka, niż skłonić dziecko do tego, by to jednak ono wsparło nas i przestało się wydzierać wniebogłosy, gdy chce poprosić o nalanie soku.

Jest w tym nakłanianiu pewne ryzyko – widzę, że dzieci naprawdę się starają, by odpowiedzieć na moje oczekiwania. I kiedy kolejny raz im to nie wychodzi, są rozczarowane i zawiedzione sobą. A przecież nie o to mi chodzi. Nie chcę, żeby myślały o sobie źle, tylko o to, żeby było spokojniej. Łatwiej. I zajęcie się sobą jest strategią na to, żeby jednak łatwiej bywało.
Nie mam na myśli tego, że dzieci są jakie są i nic się nie da zmienić. Że mamy akceptować wszystkie ich zachowania, bo są małe, a my duzi i musimy zacisnąć zęby. Jestem daleka od zaciskania, ale widzę, że kiedy oczekuję od dziecka tego, co jest powyżej jego możliwości, to wyjmuję miecz obosieczny – raniący i mnie, i dziecko.
A naprawdę trudne zachowania wynikają z tego, że dzieci mają trudności i potrzebują wsparcia. Tak, również, gdy odzywają się do rodzica w mało przyjemny sposób. Tak, również, gdy konsekwentnie przeprowadzają swoją wolę lub głośno się o nią dopominają. Potrzebują może więcej równowagi i uznania dla tego, co dla nich ważne, a może potrzebują wsparcia w uporaniu się z rozczarowaniem, że ich wola jednak tym razem się nie zrealizuje.

I jeśli mam w domu sześćdziesiąty dzień z rzędu hecę z powodu tego, że nie chcę podać płatków z mlekiem na śniadanie, to jasne, że krew mnie zalewa. Sprawdzam, czy jednak płatki być nie mogą, a jeśli upewniam się, że ich nie chcę, szukam sposobu na to, jak wesprzeć w tym dziecko.
To jest wersja de luxe, bo nie zawsze sprawdzam i szukam; bywa, że wywracam oczami i mamroczę, że już nie wytrzymam, mam tego dość, a cała ta empatia już mi uszami wyłazi.
I to jest ten moment, w którym potrzebuję zadbać o siebie, by móc dalej dbać o swoje dziecko.


Dlatego, kiedy na warsztatach rodzice małych dzieci z niewielką różnicą wieku pytają mnie “Jak żyć”, to to jest moja jedyna rada. Dbajcie o siebie, dbajcie o siebie i jeszcze raz dbajcie o siebie. Odpoczywajcie, doładowujcie się, regulujcie swoje emocje. Ja wiem, że trudne warunki, rodzina daleko, nie ma kiedy etc. A jednocześnie inaczej się po prostu nie da. I warto szukać różnych form – ostatnio jedna z uczestniczek warsztatów opowiadała, że tym, co daje jej siły na cały dzień bycia z malutkimi dziećmi, jest modlitwa z medytacją. Medytacja, praca z ciałem, oddechem i pogłębianie samoświadomości mogą być bardzo wspierające w obliczu trudności.  Im więcej spokoju znajdziemy w sobie, tym więcej damy go dzieciom.

To bardzo ważny krok w sprawianiu, by trudne sytuacje były jednak łatwiejsze.

 

9 myśli na temat “Jak sobie radzić z trudnymi zachowaniami dzieci?

  1. A czy jest jakieś dobre źródło wiedzy o rozwojowych normach. Artykul lub ksiazka? Mam w domu 3 latke i 8 miesieczniaka i wiem że cześć ich (głównie jej) zachowań wynika z jej rozwoju ale cześć zachowań zaczyna mnie niepokoić i bardzo chciałabym zgłębić temat. Jak zwykle super tekst! Dziękuję

    1. Mnie w pewnym momencie ratowała książka „Rozwój psychiczny dziecka od 0 do 10 lat”. Nie wszystko z niej biorę, bo niektóre koncepcje są przestarzałe, jednak informacje dot. zachowań powszechnych w danym wieku wielokrotnie mnie uspokajały 🙂

  2. Teoria, pod którą się podpisuje obiema rękami! Twój blog to miejsce gdzie mogę naładować baterie, dziękuję, za wsparcie które dajesz nam, osłabionym czytelnikom. O ile ja sama nie mam problemu z tym, żeby zwyczajnie w kryzysowym momencie zająć się soba, o tyle mój mąż nie potrafi przejść do tego sposobu. Daje z siebie 300procent, nie pozwala sobie na chwilę wytchnienia. Zwyczajnie chciałby się wyspać, oboje śpimy średnio 4h na dobę przy dwójce dzieci i uwierz mi, nie ma fizycznej mozliwosci, żeby się zregenerowac, kiedy nie ma szans na zaspokojenie potrzeby snu. Gdybyśmy tylko to dostali w prezencie od losu, nie mówię o ośmiu godzinach…To bylibyśmy chyba niemal idealnym rodzicami 😉

  3. Małgosiu, dziękuję. Bardzo mi pomógł Twój artykuł. wiedziałam, że na Twoim blogu znajdę wsparcie. Moje prawie trzyletnie dziecko siedzi w domu chore i co chwilę wpada w szał i już z mężem nie dajemy rady. Nie wyobrażam sobie, co by było przy dwójce….

  4. Najbardziej żałosne jest to, że ja wiem co utrzymuje mnie w stanie spokoju, cierpliwości, łagodności i pomimo tego nie robię tego regularnie. Co to za jakaś przypadłość – wiem co mnie chroni, a z tego nie korzystam. Bo nie mam czasu, bo zapomnę, bo … nie dbam o siebie. W moim przypadku jest to modlitwa, gdzie uznaję swoją bezsilność i błagam o wybaczenie de facto. Właściwie co się dziwić. To wbrew naturze człowieka chyba codziennie niczym mycie zębów przyznawać się do bezsilności, nieporadności i porażki. Co się dziwię, że tylko w kryzysowych sytuacjach się modlę. To jest ta walka właśnie – być ponad moją naturę „jestem kimś i dam sobie radę” i wszczepić sobie implant „dziękuję, że nie muszę sobie radzić sama”. Dziękuję za ten wpis.

  5. Witajcie mam tez 2,5latka jestem psychicznie i fizycznie wyczerpana I nie wiem jak się zregenerować nie mam czasu wcale dla siebie co robic poradźcie proszę coś.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *