Dźganie jaszczurki

Gdyby ktoś kiedyś przeprowadził wśród rodziców (zresztą nie tylko wśród nich) sondę z jednym pytaniem: Czy dźgnął Pan/dźgnęła Pani kiedyś jakiegoś gada?, już widzę te okrągłe ze zdumienia oczy i odmalowujące się w nich pytanie o samopoczucie psychiczne pytającego.

A jednocześnie czynność dźgania można odmieniać przez wszystkie przypadki, liczby i rodzaje.
Ja dźgam
Ty dźgasz
On/ona dźga…

Oczywiście, nie świadomie i nie z rozmysłem, a jednak.
Za każdym razem, gdy mówię twardo i stanowczo swojemu rozzłoszczonemu dziecku:
Uspokój się!
Przestań jęczeć!
I to jest powód do płaczu?!
Jeśli nie potraficie się dogadać, nie będziecie się tym bawić.
Nie życzę sobie takiego zachowania!
Naprawdę, bez przesady, nic się nie stało, to tylko gra.

i różne inne z tej szufladki – dźgam.

„Niższy” mózg, „wyższy” mózg


Dźganie jest rzecz jasna metaforą, stworzoną przez Daniela Siegla jako obraz sytuacji, w której działania rodziców podrażniają raczej niższe struktury mózgu, zamiast aktywować wyższe.
Niższe, które Siegel również metaforycznie nazywa parterem, obejmują pień mózgu i układ limbiczny, i odpowiadają za podstawowe funkcje naszego ciała (oddychanie, trawienie etc.), wrodzone popędy i silne emocje. To tu znajduje się tzw. mózg gadzi, czyli najstarsza ewolucyjnie część mózgu, którą dzielimy z jaszczurkami i krokodylami.
Wyższe, nazwane piętrem, to kora nowa, zajmują się złożonymi procesami umysłowymi – planowaniem, wyobraźnią, samoświadomością, racjonalnym myśleniem i podejmowaniem decyzji.
O tym podziale i płynących z niego konkretnych skutkach w codzienności pisałam już tu.


W trudnych chwilach bardzo łatwo o “odłączenie” tych wyższych. Właśnie tych, które pomogłyby zatrzymać się, pomyśleć rozsądnie i poszukać rozwiązania, a także spojrzeć z empatią na drugiego człowieka, nawet jeśli jest nim młodszy brat.
W trudnych chwilach w niedojrzałym mózgu dziecka do sterów dopada parter i wprowadza swoje rządy – odruchowe, gwałtowne i nieprzemyślane, sprowadzające się do reakcji: uciekaj bądź walcz.
W trudnych chwilach dziecko potrzebuje działań, które przywrócą współpracę między parterem a piętrem, które zaangażują górne struktury, przywrócą jasność myślenia i gotowość podejmowania decyzji.

Piętro czy parter?


To dlatego, jak pisze Siegel, za każdym razem warto zadać sobie pytanie: Do której części mózgu chcę się odwołać?
Do pobudzonego parteru, który właśnie zadecydował, że sytuacja, w której dziecko nie może znaleźć butów, jest skrajnym zagrożeniem, zatem uruchomił alarmy w postaci zawodzącego płaczu i efektownego rzutu na podłogę? Narzucając w tych momentach dyscyplinę, upominając, stawiając do pionu – dźgamy jaszczurkę, dokładamy zagrożenia i wzmagamy reakcje obronne. Jeśli dziecko stłumi płacz i zacznie szukać butów w odpowiedzi na ostre rodzicielskie “Uspokój się w tej chwili!”, wielce prawdopodobne, że działa ze strachu, nie z otrzeźwienia i racjonalnego podejścia do tematu.
A mózg w strachu nie uczy się w pełni swojego potencjału – nie wyciągnie z tej sytuacji lekcji, jak sobie radzić w chwilach pobudzenia, jak wracać do emocjonalnej równowagi, jak przezwyciężać momenty kryzysu.

Może zatem odwołać się do piętra? Opisać krótko sytuację “Denerwujesz się, bo nie możesz znaleźć butów, a chcesz szybko wyjść na dwór, tak?”, zaproponować pomoc, zaprosić dziecko do poszukania rozwiązania.
Oczywiście, w chwilach, gdy dziecko czerwone z wściekłości leży na podłodze, proponowanie rozwiązań może być rzutem kulą w płot; bywa, że jakiekolwiek komunikaty w tym momencie okazują się nie tyle zbędne, ile wręcz utrudniające powrót do spokoju. Może jest już tak trudno, że najbardziej wspierająca okaże się empatia w milczeniu, masaż pleców, towarzyszenie w silnych emocjach bez prób zakończenia ich tu i teraz. Pięknie o towarzyszeniu pisze Gosia Stańczyk.


Sufit i podłoga


Żeby móc odwołać się do górnych struktur, trzeba mieć do nich w danej chwili dostęp. Kiedy mówię ze złością “Przestań, dłużej tego nie zniosę!”, to tylko dlatego, że sama działam z poziomu gadziego mózgu. Gdybym chciała zadbać o swoje granice, pozostając w stanie emocjonalnej równowagi, powiedziałabym raczej: “Ty chcesz teraz skakać po kanapie, a ja tu odpoczywam. Co ty na to, żeby przynieść z góry materac i skakać sobie po nim?”. Oczywiście każdy rodzic ma inny rodzaj ekspresji i inny dobór słów; każdy sam wie, kiedy działa świadomie i racjonalnie, kiedy zaś przełącza się na tryb reakcji odruchowych, walcząc ze swoim dzieckiem bądź uciekając w obliczu zagrożenia.
I chociaż wcale nierzadko zatrzymanie się i podjęcie działań wspierających ponowną integrację piętra z parterem oznacza tytaniczny wysiłek dla nas, dorosłych, warto go podejmować dla siebie samych, ale i dla naszych dzieci.

To, co dla nas jest sufitem, dla nich będzie podłogą.

Foto: Linus Mimietz z katalogu Unsplash

7 myśli na temat “Dźganie jaszczurki

  1. Zdarza mi się niestety dźgać trzy gady na raz, samej „siedząc na parterze, albo i w piwnicy” i prędko gotując obiad- z oddechem mojego gada na karku.
    Ale metafora przydatna, bo z pewnością ją zapamiętam 😉

  2. Dziękuję Gosiu za ten tekst. Czytałam Cię regularnie ale od dawna tu nie zaglądałam i teraz już wiem dlaczego.
    Jestem w trakcie rozwodu, zostałam samotną matką 1,5 i 4 latka i mimo, że chciałam tej zmiany to jednak emocjonalnie w wielu momentach siedziałam w parterze nawet nie zdając sobie z tego sprawy. Było mi przykro i miotałam się widząc jak wcześniej uważna, troskliwa i wspierająca dla syna po urodzeniu (wszystko zaczęło się wtedy sypać już na dobre) często (za często) traciłam cierpliwość i robiłam rzeczy których potem mi wstyd było. Starałam się potem naprawiać, przepraszać, rozmawiać ale jednak problem był. Teraz kiedy już robi się spokojniej i jak przeczytałam ten tekst to rozumiem czemu tak było. Sama byłam w parterze. Jest to dla mnie straszne trudne bo jako psychoteraputka zdaję sobie sprawę jaki to może mieć wpływ na mojej dzieci, a z drugiej tłumaczę sobie, że nie potrafiłam lepiej. Bo jakbym umiała to bym zrobiła. Strasznie to trudne wszystko ale wracam do czytania bloga, mądrych książek i w ogóle do rodzicielstwa uważności bo w końcu znowu mam na to siłę i przestrzeń. Wracam na piętro i chciałabym tam już zostać dla dobra własnego i dzieci!

    1. Bo to już tak jest, że trudne wydarzenia w życiu rodziny są wydarzeniami w życiu CAŁEJ rodziny. I choćbyśmy bardzo chcieli uchronić dzieci przed swoimi trudnościami, to one zawsze będą tego częścią. Po prostu życie.
      Teraz, kiedy siła i przestrzeń odzyskane, życzę jak najszybszego powrotu do spokoju i równowagi 🙂

    2. Tak zgadzam sie. Czasem pewne sprawy nas przerastaja i nie potrafimy inaczej. Mamy wiedze i jestesmy swiadomin szkodliwosci dzialania, pomimo wszystko parter rzadzi. Stres i zmeczenie jest najwiekszym wrogiem rodzicielstwa. Ale obwinianie sie nic nie da.
      Przytulam mocno

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *